Skarżysko-Kamienna kontakt@skarzysko24.pl
- Reklama -
Image

Historia ewakuacji...

.Tydzień temu przedstawiliśmy historię kapitana pilota Brunona Kudrewicza. W dzisiejszym artykule przedstawimy opis ewakuacji trzech polskich pilotów (w tym pilota kapitana Brunona Kudrewicza) , którzy ewakuowali się z kapitulującej Francji do Anglii.  Zapraszamy do lektury. 

W dniach 17-18 czerwca 1940 r. trzech polskich pilotów myśliwców, Henneberg, Retinger i Kudrewicz ewakuowali się z kapitulującej Francji do Anglii na samolotach Bloch-152. Była to jedyna ewakuacja polskich lotników w bezpośrednim locie do Anglii. Pozostali polscy lotnicy wędrowali do Anglii morzem Śródziemnym względnie drogą przez Hiszpanię. Fakt ewakuacji lotników francuskimi samolotami do Anglii odnotowany w kronikach lotnictwa, wielokrotnie był publikowany, jednak bez informowania o szczegółach tego lotu. Utrzymując stały koleżeński kontakt listowy z Brunonem Kudrewiczem, zamieszkałym po wojnie w Nowej Zelandii, prosiłem czas dłuższy o napisanie krótkiego przebiegu tej ewakuacji. Brunon wymawiał się trudnością napisania tekstu w języku polskim. Poprosiłem o wersję angielską.

W końcu roku 1999 otrzymałem tekst, który przetłumaczyłem na język polski i odesłałem do Brunona celem adiustacji i wyrażenia zgody na publikację. Wkrótce otrzymałem zwrot tekstu bez poprawek i zgodę na umieszczenie w wybranej prasie. Pod nazwiskiem Kudrewicza tekst został opublikowany w No 29 „Zeszytów Kombatanckich” Św. Związku Żoł. A.K. w październiku 2000 r., oraz  polskojęzycznym dzienniku w Wilnie. Otrzymany egzemplarz z Wilna wysłałem Brunkowi, z czego bardzo się ucieszył, urodził się przecież na Litwie. Jest to więc jedyny tekst o jedynej ewakuacji do Anglii trzech polskich pilotów na francuskich samolotach Bloch-152, – napisany przez uczestnika – ukazujący determinację, tragizm, ale i fantazję pilotów.

A oto oryginalny (tłumaczony na język polski) tekst Kudrewicza o ewakuacji z Francji do Anglii:

„Byliśmy grupą polskich pilotów przydzielonych do lotniska w Chateuroux, znajdującego się w pobliżu wytwórni samolotów BLOCH. Mieliśmy osłaniać fabrykę naszymi myśliwcami przed bombowcami niemieckimi. W tym czasie podjęta tam została produkcja nowoczesnego samolotu nazwanego BLOCH-152. Samoloty te były już wprowadzone do działań wojennych. My trzej – Zdzisław Henneberg, Witold Retinger i ja – też już całkowicie opanowaliśmy obsługę tych maszyn.

Wszyscy oficerowie lotnictwa bazy w Chateuroux, a także my  Polacy, byliśmy zakwaterowani w prywatnych mieszkaniach w miasteczku. Każdego ranka meldowaliśmy się na lotnisku do naszych zajęć.

17 czerwca jak zazwyczaj, por. Henneberg, ppor. Retinger i ja zgłosiliśmy się na lotnisku, by zameldować naszą gotowość do akcji. Ku naszemu zaskoczeniu zastaliśmy bazę całkowicie opustoszałą, a na lotnisku porzucone w nieładzie samoloty. Od zamieszkujących w pobliżu ludzi dowiedzieliśmy się wreszcie, że cały francuski personel bazy umknął przed zbliżającym się Wehrmachtem, znajdującym się podobno już ok. 40 km od naszego lotniska.

Rozejrzeliśmy się wśród porzuconych samolotów różnych typów i stwierdziliśmy, że trzy maszyny BLOCH-152 z pełnymi bakami benzyny są praktycznie gotowe do startu. Po krótkiej naradzie postanowiliśmy na własną rękę polecieć na nich do Bordeaux, leżącego w zachodniej Francji, na wybrzeżu atlantyckim, a więc w bezpiecznej odległości od linii frontu, i tam uzyskać jakieś informacje co do zaistniałej, groźnej już dla całości Francji sytuacji.

Bez szczegółowego przeglądu maszyn bezzwłocznie wystartowaliśmy. Zaraz jednak po starcie, już w powietrzu stwierdziłem, że moja maszyna źle się prowadzi, silnik przerywa i krztusi się. Okrążyłem więc kilkakrotnie lotnisko, by móc awaryjnie lądować w przypadku dalszych kłopotów z silnikiem. Na szczęście po dłuższej chwili praca silnika wyrównała się. Bez przeszkód więc dotarliśmy do Bordeaux, gdzie wylądowaliśmy na lotnisku wojskowym. Tam dowiedzieliśmy się, że Francja skapitulowała. W  wyniku tego, wszystkie francuskie samoloty muszą pozostać na ziemi, nie można też ich tankować, a lotniska będą obsadzane kolonialnymi oddziałami francuskimi, które dopilnują przestrzegania warunków kapitulacji.

Wobec tego zwróciliśmy się do dowodzącego lotniskiem oficera francuskiego, aby uznał, że nasze myśliwskie maszyny powinny być jednak gotowe do startu w razie nagłego alarmu. Przekonany naszymi argumentami wyraził zgodę na wyjątkowe tankowanie. Mając gotowe do dalszego lotu samoloty, postanowiliśmy wykorzystać pierwszą nadarzającą się okazję i w trójkę polecieć do Anglii. Nie wahaliśmy się ani przez chwilę, choć ilość paliwa w naszych samolotach była zbyt mała aby dolecieć na niej do brzegów angielskich. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się dotankować po drodze, na którymś z lotnisk. Chociaż poza mapami Francji, nie dysponowaliśmy żadnymi mapami lotnisk brytyjskich.

Noc z 17 na 18 czerwca przespaliśmy na lotnisku pilnując samolotów, aby zapobiec jakimś próbom sabotażu. Czego mogliśmy się spodziewać, po uszczęśliwionych zakończeniem wojny Francuzach. Wczesnym rankiem, gdy jeszcze dozór lotniska spał, uruchomiliśmy alarm lotniczy, wzywający myśliwce do startu. Powstało zamieszanie dzięki któremu udało nam się bez trudności uruchomić silniki i wzbić w powietrze. Kłopoty z moim silnikiem powtórzyły się, ale po chwili przestał się krztusić, tak że spokojnie obraliśmy kierunek na północ. Dręczyła nas tylko świadomość, że nie wystarczy paliwa w zbiornikach. Okazało się jednak, że mamy ogromne szczęście. Zbliżając się do Nantes na północy Francji spostrzegliśmy na jakimś polowym lotnisku eskadrę angielskich Hurricanów. Okrążyliśmy lotnisko, kołysaniem skrzydeł dając znać obsłudze, że zamierzamy lądować i po chwili ujrzeliśmy zielone światło zezwalające na lądowanie.

Angielscy lotnicy właśnie szykowali się do ewakuacji. Powiedzieliśmy im, kim jesteśmy i jakie mamy zamiary. Przyjęli nas ciepło. Uzupełnili paliwem nasze zbiorniki, doręczyli niezbędne mapy i objaśnili jak i gdzie mamy lecieć, wskazując najbliższą bazę lotniczą w Tangmere w południowej Anglii. Tam też przekazali informację awizującą nasz przylot.

Nie zwlekając odlecieliśmy w kierunku bazy w Tangmere i po spokojnym locie jeszcze tego samego dnia wylądowaliśmy na lotnisku. Oczekiwano nas tam i serdecznie powitano.

Na specjalnie przygotowanym bankiecie popłynęło morze whisky.”

kpt. pilot  Brunon Kudrewicz

Za tydzień przedstawimy biografię porucznika Wojciecha Lipińskiego jednego z bohaterów II Wojny Światowej, a także powojennej odbudowy kraju, wieloletniego mieszkańca Skarżyska-Kamiennej

Jerzy Krauze

pierwsin
{fcomments}
Mariusz Busiek's Avatar

Mariusz Busiek

Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.

Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.

Informacja! Informujemy, że w trosce o jakość dyskusji każdy komentarz przechodzi proces moderacji. Twoja wypowiedź pojawi się na stronie po zatwierdzeniu przez administratora – zazwyczaj trwa to nie dłużej niż 24 godziny. Dziękujemy za cierpliwość!
Aktualności
Sport
Kronika policyjna
- Reklama -
dompogrzebowy_out.jpg
Najnowsze artykuły
Zaproszenia
- Reklama -
Dobre Fotki Mariusz Busiek
Ostatnio komentowane
Ostatnio popularne
Na naszym Facebooku
Informacje praktyczne
Redakcja
ul. Paryska 232A/3
26-110 Skarżysko-Kamienna
+48 508 12 72 16
kontakt@skarzysko24.pl
Nota prawna

Wydawca portalu skarzysko24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i postów zamieszczanych przez użytkowników portalu. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Logowanie