Wojcieszek: Wewnątrz Rady Miasta toczy się walka o władzę
Kamil Sasal: Panie Prezydencie, naszą rozmowę rozpocznijmy od budzącego ostatnio sporo emocji tematu reorganizacji sieci szkół. Mając na względzie sytuację ludzi oraz powagę pańskiego stanowiska proszę powiedzieć, czy proponowane przez pana zmiany dla pracowników oświaty mogą oznaczać utratę miejsc pracy?
Roman Wojcieszek: - Oczywiście, że są zagrożeni utratą miejsc pracy - wiedzą dobrze o tym od lat, ponieważ spada liczba dzieci w Skarżysku, a co za tym idzie także w szkołach. Nie ma logicznego uzasadnienia, żeby utrzymywać taką rzeszę nauczycieli i personelu administracyjnego. Pracowaliśmy nad tym, żeby zminimalizować to zagrożenie, o którym wiedzą związki zawodowe i zaproponowaliśmy, żeby odeszły osoby nabywające praw emerytalnych. Państwo daje coraz mniej - a koszty rosną. Należało stworzyć alternatywę lepszą niż zamykanie szkół.
Roman Wojcieszek: - Oczywiście, że są zagrożeni utratą miejsc pracy - wiedzą dobrze o tym od lat, ponieważ spada liczba dzieci w Skarżysku, a co za tym idzie także w szkołach. Nie ma logicznego uzasadnienia, żeby utrzymywać taką rzeszę nauczycieli i personelu administracyjnego. Pracowaliśmy nad tym, żeby zminimalizować to zagrożenie, o którym wiedzą związki zawodowe i zaproponowaliśmy, żeby odeszły osoby nabywające praw emerytalnych. Państwo daje coraz mniej - a koszty rosną. Należało stworzyć alternatywę lepszą niż zamykanie szkół.
K.S: Zlecił pan sprawdzenie stanu administracji oraz obsługi szkół. Czy to są przymiarki do zwolnień?
R.W: - Takie sprawdzenie stanu administracji było zrobione już rok temu. Sprawa stała się głośna po wydanym dyrektorom polecenia, przez pana naczelnika Myszkę, aby dokonać takiego sprawdzenia stanu osobowego administracji. Sprawa została nagłośniona przez media i w efekcie ludzie zaczęli się niepokoić. Już wtedy tłumaczyliśmy, że przygotowujemy się do wprowadzenia poważnych zmian w oświacie. Według nas ta reorganizacja stwarzała lepsze warunki, aby mogli odejść na emeryturę ci, którzy nabywają praw emerytalnych.
K.S: Panie prezydencie zapytam brutalnie – taka teza jest wśród mieszkańców i częsci samorzadowców: zazwyczaj zwalniani są ludzie bez pleców. Nie dotyczy to osób z koneksjami politycznymi. Jak chciałby pan podważyć tę tezę? Czy zgadza się pan z nią?
R.W: - Nigdy w ciągu mojej pracy na stanowisku prezydenta nie polecałem dyrektorowi jakiejkolwiek placówki – „masz zwolnić tą osobę, a tamtą nie”. System sterowania ręcznego w moim przypadku nie istnieje. Dyrektorzy mają swoje pełnomocnictwa i uprawnienia. Wracając do tezy w postawionym pytaniu to trzeba sobie powiedzieć jasno – ona jest bardzo nośna społecznie, ale trzeba mieć na nią dowody. Jeśli taka sytuacja kiedykolwiek miała miejsce to niech przyjdzie jakikolwiek dyrektor, który mi podlegał przez 5 lat i powie, że dostał ode mnie takie polecenie lub nakaz zwolnienia kogoś. A jeśli się krępuje przyjść do mnie – niech przyjdzie do pana.
K.S: - Czy to prawda, że ministerstwo edukacji nakazało samorządom określić się z ilością zamierzonych do likwidacji placówek oświatowych do września tego roku?
R.W: - Nie posiadam takiej informacji, a gdybym wiedział - miałbym ją przekazaną od naczelnika wydziału edukacji. Nawet jeśli coś takiego jest, to likwidacja żadnej placówki nie jest brana pod uwagę. Natomiast cała reorganizacja, którą radni teraz storpedowali miała polegać na tym, że placówka jest – dzieci się w niej uczą, ale szkoły są łączone administracyjnie. Żadne pismo od minister edukacji do nas nie dotarło, a zakładając hipotetycznie, że tak się może stać, to odpowiedź będzie jednoznaczna – prezydent nie przewiduje likwidacji. Ze strony niektórych radnych takie głosy pojawiły się w mediach, ale dla mnie takie stanowisko powinno być przedstawione na piśmie i zaprezentowane na komisji – ani jednego ani drugiego nie ma.
K.S: Czy gdyby doszło do likwidacji jakiejś placówki oświatowej przewiduje pan przekazanie jej stowarzyszeniu?
R.W: - Przekazanie stowarzyszeniu przewiduję niezależnie od tego, czy można rozważać likwidację, czy też nie. Jestem gorącym orędownikiem takiego działania i zachęcam środowisko nauczycielskie – „zakładajcie stowarzyszenia i przejmujcie”. Niestety faktem jest, że stowarzyszenia przejmują szkoły wtedy, kiedy jest ona zagrożona likwidacją. A u nas takiego zagrożenia nie ma.
K.S: Jak pan ocenia działalność rządu, który zmniejszając subwencje oświatowe likwiduje szkoły rękami samorządów?
R.W: - Oceniam to negatywnie. W bardzo wielu dziedzinach rząd pragnie, żeby coraz więcej zadań wykonywały za niego samorządy. Z jednej strony ustami pani kurator nie zezwala się na łączenie szkół, a z drugiej nie daje się na szkoły pieniędzy. Sam fakt nie podjęcia jakiejkolwiek reformy karty praw nauczyciela – przecież to nie samorządy to zrobią. Rząd też chce przerzucić odpowiedzialność na samorządy za likwidację szkół.
K.S: Czy pana zdaniem przerzucanie coraz większych ciężarów na samorządy grozi ich zapaścią?
R.W: - Już wiele samorządów jest w trudnej sytuacji. Nie pamiętam obecnych danych, ale zeszłoroczne, gdzie rząd był zadłużony na 400 miliardów, a samorządy na 40 miliardów – czyli 10% z tego co rząd. To jest ogromna różnica. Bardziej racjonalnie wydaje samorząd, bo wydajemy pieniądze na inwestycje, a nie na konsumpcję.
K.S: Wspomniał Pan o inwestycjach - najczęstszym hamulcem przed posiadaniem mieszkania są drogie kredyty hipoteczne. Czy są plany budowania kolejnych bloków socjalnych?
R.W: - Oczywiście, że tak. Powstały trzy i przygotowujemy się na kolejne dwa. Przewidujemy rozpoczęcie budowy w przyszłym roku, ale to będzie zależało od sytuacji budżetowej. Planujemy, aby w naszym mieście powstało takich bloków socjalnych siedem.
K.S: No właśnie Panie Prezydencie - w kwestii sytuacji budżetu miasta. Do przekroczenia 60% progu zadłużenia miasta brakuje 0,8%. Czy skarżyskiemu urzędowi grozi wejście Zarządu Komisarycznego na wniosek Premiera?
R.W: - Absolutnie nie bo nie przekroczymy tego. Mamy nowe sposoby liczenia długu i my się w ten system wpisujemy. Są miasta ze znacznie większym długiem, jak Kraków, czy Poznań – miastu nie grozi taka sytuacja, bo nie mamy przekroczonego tego wskaźnika.
K.S: Czy Urząd miasta ma strategię przyciągania inwestorów w celu zwiększania miejsc pracy oraz zespół pracujący nad strategią inwestycyjna miasta?
R.W: - Strategia jest przekazana radnym i przypomnę im o tym dokumencie, ponieważ zawirowania w radzie powodują, że rada się tym nie zajmuje. Sądzę, że uporządkowanie sytuacji politycznej da większe możliwości do dyskusji. Aktualnie są przygotowane grunty i przetargi – a mamy teraz więcej terenów – było w związku z tym spotkanie m.in. z inwestorami włoskimi w Krakowie. Jednak sytuacja jest trudna bo trwa kryzys, a to przekłada się na mniejsze zainteresowanie inwestorów – dlatego staramy się wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję do kontaktów biznesowych.

Prezydent Miasta Skarżysko-Kamienna Roman Wojcieszek

Prezydent Miasta Skarżysko-Kamienna Roman Wojcieszek
K.S: Miłośnicy Komunikacji Miejskiej krytykują sposób zarządzania spółką MKS przez prezesa Gajewskiego oraz będą domagać się kontroli ze strony wojewódzkich organów administracji publicznej. Jako, że miasto jest 100% udziałowcem prosiłbym odnieść się do tej informacji i powiedzieć, jak ją ocenia?
R.W: - Chciałbym poznać Miłośników Komunikacji Miejskiej i ich wiedzę na krytykowany temat. Komunikacja po wielu latach zapaści została wyprowadzona na prostą i jeśli ktoś tego nie widzi – to przepraszam, ale niech idzie do okulisty. Były stare rozlatujące się autokary,a zostało zakupionych pięć nowych i kolejnych siedem używanych w dobrym stanie MAN-ów. Powstała myjnia i zostały wyremontowane budynki, a więc ogółem komunikacja została po latach zapaści jest postawiona na nogi. Spółka jest kontrolowana przez radę nadzorczą i przeze mnie – MKS nie ma nic do ukrycia. Zagrożeniem jest stanowisko radnych, którzy nie uchwalili nowych cen biletów – paliwo drożeje, a nam nic nie kapnie z nieba.
K.S: Ale sposób zarządzania MKS oceniają krytycznie nie tylko Miłkośnicy Komunikacji Miejskiej, część radnych Rady Miasta również. Dzisiejsza RM nie wydaje się panu przychylna. Co się stało, że stracił pan tak wyraźne wcześniej poparcie?
R.W: - To nie jest tak do końca, że ja straciłem poparcie. Wydaje mi się, że to niektórzy radni w nowej rzeczywistości politycznej się gubią. Dwóch radnych, którzy odchodzili z PIS popierali mnie w momencie odejścia i mówili – my pana prezydenta popieramy – teraz się ich trzeba zapytać czemu już nie. Wewnątrz rady toczy się walka o władzę, gdyż powód odrzucenia uchwał oświatowych i tej dotyczącej podwyższenia cen biletów nie był merytoryczny – to jest działanie polityczne.
K.S: Radni też są bardzo krytykowani. Wielu mieszkańców różnie ocenia ich kompetencje. Czego się pan obawia po ostatniej sesji?
R.W: - Obawiam się, że będą się kłócić i przeciągać pewne sprawy, a miasto na tym straci. To wewnętrzna walka o władze - kto ma być przewodniczącym, kto ma być zastępcą, jaka ma się stworzyć większość – dzisiaj to jest główny problem rady miasta.
K.S: Znajduje się Pan w trudnym dla swego urzędu okresie oraz napotyka coraz więcej krytyki. Jak pan sobie z tym radzi?
R.W: - Startując pięć lat temu na urząd miałem świadomość, że nie zadowolę wszystkich. Zgodnie ze swoją wiedzą i umiejętnościami pracuję z ludźmi dla miasta i je zmieniamy - nie narodził się jeszcze taki, który by wszystkim dogodził. Mam wsparcie w radnych chcących podejmować się trudnych spraw, ale są radni myślący tylko o czubku swojego nosa - nie chcą podejmować decyzji niepopularnych, a potrzebnych. Jaką ja mam teraz opinię wśród nauczycieli? Wojcieszek jest wrogiem w tym środowisku. Tylko, że w naszym mieście nie żyją tylko nauczyciele oraz ich administracja – oświata nie jest pępkiem świata. Są też inne dziedziny i wszystko to wymaga kompromisu.
K.S: Co chciałby Pan osobistego powiedzieć mieszkańcom?
R.W: - Daleką drogę już przeszliśmy i dużo już zrobiliśmy razem. Jest szansa, żeby miasto szło do przodu mimo tak wielkiego bezrobocia, które jest wielkim bólem. Rozwijamy przedsiębiorczość poprzez całą infrastrukturę techniczną oraz grunty pod własną firmę. Nie ma problemu z miejscem w przedszkolach i żłobkach. Warto tutaj mieszkać choćby ze względu na ofertę kulturalną i sportową – trzeba by być bardzo nieprzychylnym, żeby tego nie dostrzegać. W „Mesko” pracuje 1500-1600 osób, a czy ktoś wie ile pracuje obok tego zakładu? Drugie tyle w małych firmach. Firma z Warszawy wyburzyła hale - teraz ma tam powstać centrum logistyczne, gdzie znajdzie zatrudnienie około 20 osób. Wiem, że to mało. Ale wyżywienie będzie miało 20 rodzin.
K.S: Z kim chciałby się Pan zmierzyć w przyszłych wyborach na prezydenta miasta?
R.W: Nie zastanawiam się nad tym, bo jeszcze daleko do wyborów – mnie to nie interesuje. Muszę dużo pracować i chcę rozwiązywać autentyczne problemy. Nie jestem człowiekiem, który działa pod kątem potencjalnego przeciwnika, żeby go zneutralizować.
Wywiad poprowadził – Kamil Sasal.
Wywiad poprowadził – Kamil Sasal.

{fcomment}










Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.
Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.