Komentarze: Jest dobrze ale nie najgorzej jest
Może to już pora, a może tylko atmosfera rozgrywek na szczycie powoduje, że dziennikarze zarówno ci społeczni (blogierzy) jak i zawodowi ustawiają kolejkę kandydatów do wyborów prezydenckich. O krajowych kandydatach nie piszą, bo bliższa ciału koszula, więc na lokalnym rynku mediów ulokowali się kandydaci z imienia i nazwiska oraz twarzy, a w komentarzach obowiązkowo biegunowo lepsi gorsi z różnych punktów widzenia .
Mamy w mieście doskonałą karuzelę kadrową, najważniejsze żeby się na nią dostać i kręcić się wokół stanowisk prestiżowych lub ekonomicznie frapujących. Do wyboru, do koloru partyjnego klucza. Można i bez koloru, ale wiadomo, że i tak wyjdzie biało – czarno - czerwono.
Najsłabszym kolorem jest obecnie czerwony, co nie oznacza wszakże, że mieszanie (kolorów) nie wyjdzie kandydatowi na dobre. Mieszanie kolorów to komitety wyborcze wyborców stawiające na tzw. bezpartyjnych. Czy to możliwe? Każdy kiedyś jakimś kolorowym był –w takim mieście jak nasze to się wie i to się pamięta.
Komitety wyborcze maja dziś swoją urodę liftingowaną nudą PoPisowych sondaży w nieustającym stosunku pięćdziesiąt kilka do dwudziestu kilku procent. Więc jeśli ktoś chce się czymś odróżnić, czym prędzej ogłasza chęć powołania ponadpartyjnego, ubranego w barwy działalności organizacji pozarządowej komitetu, popartego akcjami charytatywnymi. Praktyka pokazała, że to się dobrze sprzedaje. Wszystko już było: i budowanie ulic za pieniądze z budżetu i z Unii Europejskiej i dobroczynność z kasy MOPS i PKPS czy Caritasu i kultura promowana przez parafie.
Nie było jeszcze wyzwalania inicjatyw obywatelskich, nie było współdecydowania władzy i społeczeństwa, nie było porozumienia obywatelskiego w wyborze celów i działania dla dobra wspólnego lecz co najwyżej połajanki i protekcjonalne klepanie po ramieniu z lekceważeniem dla spraw obywateli zgłaszanych w skargach.
Czy to, co było nam, mieszkańcom, czyli elektoratowi, generalnie może się podobać?
Prezydent miasta nie działa w próżni społecznej, ma bliższe i dalsze otoczenie. Bliższe – to rada, która jego decyzje poprze w głosowaniu, dalsze –to województwo i struktury państwa.
Warto myśleć szerzej: gdzie nasz kandydat znajdzie wspólny język zabiegając o nasze interesy? Jakie drzwi będą dla niego otwarte w prezentowaniu naszych potrzeb?
Warto też myśleć o kwalifikacjach zarządczych i administracyjnych naszego kandydata na prezydenta: czy umie, czy będzie musiał uczyć się przez część kadencji sztuki pokonywania litery prawa.
Kampania wyborcza potrafi nas zręcznie wyprowadzić w pole obietnic, dokonań i umiejętności piarowskich kandydata. Ale jest jeszcze jeden element do przemyślenia dla elektoratu, czy kandydatowi będzie się chciało chcieć – czy to jego ostatnia kadencja przed odejściem na zasłużoną lub wcześniejszą emeryturę?
To nie jest bezsensowne mnożenie wątpliwości, to dylematy przed ostatecznym wpuszczeniem w maliny wyborcze.
Ewa Podleśna
Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.
Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.