Paryska 232A | Skarżysko-Kamienna +48 663 01 55 99 kontakt@skarzysko24.pl
Teraz
13°C
|
Jutro
12.57°C | 21.61°C

Komentarze i opinie

. Poniżej publikujemy treść listu otwartego radnego Rady Miasta Konrada Kroniga do Prezydenta Miasta Skarżyska-Kamiennej Romana Wojcieszka ws. decyzji o odwołaniu Przemysława Bieńka z funkcji koordynatora Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Skarżysko–Kamienna, dn. 29.04.2013 r
.
LIST OTWARTY DO PREZYDENTA MIASTA SKARŻYSKA-KAMIENNEJ

Szanowny Panie Prezydencie,

Pragnę wyrazić swoją dezaprobatę wobec Pana decyzji o odwołaniu Pana Przemysława Bieńka z funkcji koordynatora Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Pan Przemysław Bieniek jest twórcą UTW i to dzięki jego poświęceniu oraz ciężkiej pracy podmiot ten funkcjonuje, dając satysfakcję słuchaczom oraz mieszkańcom miasta. Pragnę zauważyć, iż w poprzedniej kadencji byłem jednym z samorządowców, którzy gorąco popierali utworzenie w naszym mieście Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Z dużą satysfakcją przyjąłem wtedy powołanie na pełnomocnika ds. utworzenia UTW Pana Przemysława Bieńka, który swoją osobą oraz doświadczeniem gwarantował zorganizowanie tego podmiotu na najwyższym poziomie. Tak też się stało, nie tylko w mojej ocenie, ale także ocenie słuchaczy Uniwersytetu oraz mieszkańców miasta. Bieżąca praca UTW również zasługuje na uwagę, zbierając pozytywne recenzje nie tylko ze strony słuchaczy, ale także innych osób w tym samego kierownictwa MCK oraz przedstawicieli miejskiego samorządu. Pragnę zauważyć, iż odsunięcie Przemysława Bieńka ze sprawowanej funkcji spotkało się z dezaprobatą Rady Programowej oraz zdecydowanym sprzeciwem większości słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Na znak solidarności z Przemysławem Bieńkiem przewodnicząca Rady Programowej, lekarz Beata Sokołowska złożyła pisemną rezygnację z przewodniczenia w Radzie.

W mojej ocenie podjęte przez Pana działania, wobec braku jakiegokolwiek ich merytorycznego uzasadnienia, są najzwyklejszą formą politycznej vendetty, wobec Przemysława Bieńka, który już jakiś czas temu dołączył do grona radnych, którzy zamiast egzaltować się Pana osobą, merytorycznie oceniają Pana pracę. Pańskie zachowanie oraz emocje, które Panem kierują a które w mojej ocenie niegodne są osoby sprawującej tak wysoką funkcję publiczną, pozostawiam ocenie mieszkańców naszego miasta. Ze swojej strony pragnę zwrócić jednak uwagę na prawny aspekt zaistniałej sytuacji. Biorąc pod uwagę istniejący stan prawny, niedopuszczalna jest zmiana warunków pracy lub płacy pracownika będącego radnym, bez zgody rady gminy, której jest członkiem. Pan Przemysław Bieniek jest pracownikiem Miejskiego Centrum Kultury i z punktu widzenia prawa pracy odpowiedzialnym za powyższe zaniechanie będzie jego Dyrektor. W tym kontekście za wysoko nieetyczne uważam wydanie przez Pana polecenia Dyrektorowi MCK polecającego dokonanie zmiany koordynatora Uniwersytetu Trzeciego Wieku bez uprzedniego zasięgnięcia opinii Rady Miasta.

Na zakończenie pragnę zauważyć, że gdyby podchodził Pan do kwestii związanych z zarządzaniem miastem, w sposób równie przemyślany, zorganizowany i zdeterminowany jak w przypadku zwalczania swoich przeciwników politycznych, nasze miasto w dniu dzisiejszym nie borykałoby się z problemami, które w niedługim czasie w wariancie najbardziej optymistycznym poskutkują znaczącym spadkiem jakości życia jego mieszkańców, w wariancie zaś najbardziej pesymistycznym mogą doprowadzić do jego bankructwa.

Przewodniczący Klubu Radnych „PSL Solidarnie z Tu Mieszkam ”
Konrad Kronig
DO WIADOMOŚCI:
1.Prezydent Miasta Skarżyska - Kamiennej
2.Przewodniczący Rady Miasta Skarżyska - Kamiennej
3.Lokalne i regionalne Media


Dział komentarze i opinie powstaje z materiałów nadesłanych na naszą skrzynkę redakcyjną.
Chcesz podzielić się opinią, skomentować skarżyską rzeczywistość, nie boisz się oceny ze strony użytkowników portalu? - pisz!

pierwsin

{fcomment}
.Na rynku księgarskim Skarżyska-Kamiennej, ukazała się w 2012 roku książka mało znanego autora, ale za to o „bombowym" tytule. Biorąc do ręki to dzieło nawet się ucieszyłem, że przybył nam nowy bard, który młodemu pokoleniu - co to ma o wojnie nijakie wyobrażenie - przypomni naszych krajan ze Skarżyska, bohatersko walczących z podłą brutalną agresją niemiecką 2-ej wojny.

Po przeczytaniu kilkunastu pierwszych stronic pierwszego rozdziału będącego powtórzeniem tytułu książki stwierdziłem, że jest to kompilacja artykułów prasowych niemieckich i polskich z przed kilkudziesięciu lat po wielokroć powtarzanych, pomyślałem - to nawet dobrze, że autor wspomina tematy, które mają wspólne logo „sensacje XX wieku", ale ciekawie napisane przez bezpośrednich świadków tamtych lat. Repetitio mater studiorum. Młodzi ludzie mniej czytają, ale może ten i ów weźmie do ręki bombową książkę Piotra Nasiołkowskiego i będzie mógł z autorem ubolewać nad zniszczeniami szpitali, szkół, kościołów, teatrów Drezna, ruinami Kolonii i wielu niemieckich miast, oraz dramatem niemieckiej ludności. Może z książki tej także dowiedzieć się o niszczeniu polskich miast przez niemiecką Luftwaffe, a dramat polskiej ludności uosabia mamusia autora, 11-letnia dziewczynka, która w grupie dzieci pasących krowy została ostrzelana z niemieckiego bombowca Do-17.
 
Jak traumatyczne musi być dla mojej matki wspomnienie — pisze Nasiołkowski - że jeszcze po upływie siedemdziesięciu lat nieomylnie rozpoznaje sylwetkę dwusilnikowego Do-17. A pod zamieszczoną w książce fotografią samolotu podpis: - Taki samolot strzelał do mojej matki Który dziś czytelnik będzie dociekał ?, że ciężkie samoloty bombowe (jakimi były Do-17) po wykonaniu zadań wracały do baz i nie notowano przypadków ostrzeliwań dzieci na pastwiskach z tych właśnie samolotów. Taką „zabawą" zajmowały się Messęrschmitty, myśliwce rycerskiej Luftwaffe bezczynnie latające nad Polską. Bombowce niemieckie dla okazania Warszawie swojej teutońskiej siły, po zrzuceniu ładunku bomb dobijały ją ostrzeliwaniem z działek i karabinów. Autor książki, który urodził się prawie 10 lat po wojnie, nie miał możliwości być ostrzeliwanym z samolotu, bo gdyby - to wówczas wiedziałby, że padająca twarzą w polne bruzdy przerażona 11-letnia dziewczynka nie była w stanie rozpoznać typu strzelającego samolotu. To trwało 3-4 sekundy. Szereg innych, kłamliwych, tendencyjnych informacji i ocen autora tego rozdziału, wynikających z braku samokrytycyzmu i obiektywizmu pozostawiam ocenie ew. Czytelników.
 
Protestuję natomiast tytułowi rozdziału. O jakiej tu reedukacji mowa ? Autor pełen zachwytu dla Niemców kończy rozdział, pisząc m.in. Ku mojej radości próżno jest szukać ruin upamiętniających alianckie naloty. Wszystko pięknie odbudowane i rozbudowane, a fundamentem i źródłem jest racjonalna gospodarka i pracowitość milionów Niemców. Dla kontrastu, oceniając Polskę napisał: - Źródłem powojennej polskiej mizeroty to nie tylko wojenne zniszczenia, a raczej wady spotęgowane gospodarczymi absurdami realnego socjalizmu. Czytać trzeba „Polski Ludowej" której autor książki P. Nasiołkowski zapomniał podziękować za to, że ukończył bezpłatnie szkołę im. dyrektora Józefa Erbela (tak, „Erbela", a nie jak w żargonie „Erbla"), oraz studia w Lublinie. Takie porównanie -„prawdy" głoszonej przez Nasiołkowskiego, który nie ma pojęcia o ogromie grabieży podbitych krajów przez Niemców, a szczególnie Żydów jest porażające. M.in. z Polski, Niemcy wywieźli walizy złota, biżuterii, kosztowności. Rabowali muzea i zamki, konfiskowali cenne przedmioty z pałaców i dworów. Bez żenady okradali sklepy, mieszkania żydowskie i getta, kończąc ten rabunek w obozach śmierci, wyrywaniem pomordowanym nawet złotego uzębienia. Tak gospodarny był to niemiecki naród. I tak w okupowanej Europie. Fundamentem powojennego „rozkwitu" Niemiec to nie tylko -jak informuje Nasiołkowski - racjonalna gospodarka i pracowitość obywateli, ale przede wszystkim wsparcie „planem Marschalla" (w latach 1948-51 ok. 1,5 miliarda dolarów, ogromna kwota jak na tamte lata) i zrabowanymi gigantycznymi bogactwami, zwiezionymi z okupowanych krajów w walizach, samochodami i kolejowymi wagonami.
 
Zachwyt autora niemieckim narodem, powtarzany po wielokroć w „bombowej reedukacji", oraz przekonanie o jego powrocie do moralnych zasad, jako wynik bombowych nalotów aliantów, jest naiwną wiarą, że wszelkie zło pochodziło wyłącznie z nakazów Hitlera i posłusznej mu NSDAP. Teraz Hitlera nie ma, Niemcy reedukowani, co pozwala piątemu pokoleniu po pradziadku Mikołaju Nasiołowskim pracować w niemieckim kraju, ku jego dalszemu rozkwitowi. Autora zachwytów zapewniam, że niemiecki Volk znam lepiej z autopsji, aniżeli poznać to może nuworysz nawet 6-letnim tam pobytem, zachłystujący się błyskotkami dobrobytu. Szczególnie, że dojechał tam z Polskiej „mizeroty". Moja babka de domo Neumann, w której domu mówiło się po niemiecku, jak i sporo bezpośredniej rodziny żyjącej w Heimatlandzie, pozwala mnie realniej ocenić skutki powojennej reedukacji Niemiec. Końcowy wynik 2-ej wojny zapewnił Niemcom wszechobecny dzisiaj gospodarczy dobrobyt - niektórzy tylko w skrytości wiedzą jaką drogą osiągnięty ! Obecnie w Niemczech rządzą jeszcze ludzie, którzy przeżyli traumę wojny i mają świadomość jej skutków. Ale co nastąpi jak władzę obejmie nowe pokolenie, które z zachwytem wspomina wodza narodu i jego dokonania ? To pokolenie jest szkolone, że Stettin, Breslau, Litzmannstadt, Posen, Krakau, Danzigto Uralte Deutsche Staedte. Będą o tym pamiętały całe pokolenia. A goebellsowską metodą reszta świata jest edukowana o „polskich obozach koncentracyjnych", a Frau Erika Steinbach przekonuje że to Polska sprowokowała wybuch 2-ej wojny światowej jak również cierpienia Niemców „wypędzonych" z własnej ziemi I.
 
Z przygięciem kolan przypomina Piotr Nasiołkowski, że: problemy Niemiec zostały perfekcyjnie rozwiązane, bo przecież po niemiecku. Faktycznie I Zaleca więc dalej: - w naszym żywotnym interesie leży codzienne pamiętanie o potędze tej siły, z którą wszyscy musimy się dziś liczyć. No, a co z reedukacją tego narodu ? Sukces osiągnęli siejąc postrach, pożogę, gwałt, masowe mordy, i to stanowić będzie wzór takiego ich działania w przyszłości. Stanowisko jakie reprezentuje Nasiołkowski dawno zyskało lapidarną nazwę - może zbyt delikatną - kompleks kurdupla. Naród niemiecki skażony jest bezrefleksyjnym obowiązkiem posłuszeństwa. Napisał autor: - Befehl ist Befehl. Otóż to. Do władzy dorwie się kolejny następca Fryderyka II, który wezwie naród aby przypomniał światu kto tu jest Herrenvolk. Rozkaz będzie rozkazem. Korygując stanowisko Nasiołkowskiego chcę podkreślić, żeby Polacy w pojęciu dobro sąsiedzkich stosunków z Niemcami występowali jako równi partnerzy, a nie w przyklęku, liczących się z potęgą siły!
 
Teraz kilka słów o rozdziale „WHISKEY". Przyznać trzeba że znaczna część rozdziału napisana jest w dobrej konwencji kryminału z uwagą, że rozpoczyna p. Nasiołkowski zupełnie nie w temacie, ulegając manierze włączania do sprawy swoich odległych członków rodziny, jak i samego siebie. Ostatecznie to i tak nie istotne. Bogata wyobraźnia autora była inspiracją tego co napisał, wsparta - o czym wspomina - pewną ilością wypitego piwa z Michaelem Heimem. Treść rozdziału „tworzył" Nasiołkowski opierając się na wybranych - a sobie wygodnych faktach - publikacji z lat 2002/3 zatytułowanej „Operacja Whisky", autorstwa Thomasa Rajkowskiego, zamieszkałego w Niemczech, gromadzącego materiały o polskich lotnikach. Wybrane fakty wykorzystał wspólnie z dr. Heimem do wymyślenia teorii o zamachu na Hitlera. Nazwisko dr Michaela Heima wymienił również Rajkowski. z którym Spotykał się z nim przed 2002 rokiem, co niewątpliwie skierowało Nasiołkowskiego do tego człowieka. Z zebranych przez Rajkowskiego materiałów wynika, że radzieckich skoczków próbowano transportować (do Czechosłowacji lub Austrii) 8/9 kwietnia 1942 r. Ze względu na złą pogodę samolot zawrócił. Następny termin wyznaczono na 17/18 kwietnia, ale nie doszedł on do skutku z powodu złej pogody. Dopiero 20 kwietnia wystartował Halifax z załogą R. Zygmuntowicza. Transport skoczków nie miał zatem nic wspólnego z urodzinami Hitlera, jak napisał to Nasiołkowski. W rozbitym samolocie znaleziono duże ilości ulotek antyhitlerowskich, o czym nie wspomina Nasiołkowski (przeczyły teorii zamachu). Ale napisał, że skoczkowie mieli znaczne ilości obcych walut. Natomiast Rajkowski informuje, iż duże ilości obcych walut znaleziono w kieszeniach polskich lotników, co przeczy dywagacjom p. Nasiołkowskiego, usiłującego przekonać czytelnika do swojej teorii zamachu na Hitlera, zmieniając wybrane fakty tak, aby mogły świadczyć o takim właśnie celu lotu samolotu z lotniska Tempsford. Przyjmując teorię p. Nasiołkowskiego (pomijając szereg „dopasowanych" faktów) zamach na Hitlera miało wykonać dwóch radzieckich zrzutków, nota bene źle odzianych, źle wyszkolonych i bez żadnej skutecznej broni. A mieli wykorzystać dzień urodzin wodza narodu, 20 kwietnia. Spóźnili się startując z angielskiego lotniska wieczorem 20 kwietnia, tak że po szczęśliwym skoku z samolotu, w najkorzystniejszych warunkach mogliby się znaleźć ok. godz. 4 rano następnego dnia w odległości kilku kilometrów od Berghofu, siedziby ukochanego przez Niemców wodza narodu. I co dalej autorze legendy o zamachu? P. Nasiołkowski twierdzi, iż radzieccy zamachowcy w przypadku zatrzymania przez ochronę, swoją tam obecność mogli uzasadnić gdyż: - każdy przybysz z łatwością mógł wytłumaczyć., koniecznością przybycia na uroczystości imieninowe Hitlera. Kapitalna bzdura ! Ale co dalej ? Według fantazji autora, po wejściu do wewnątrz siedziby wodza narodu zapewne udusić go gołymi rękoma, gdyż każdemu wchodzącemu do pomieszczeń gdzie przebywał Hitler zabierano wszelką broń, nawet najmniejszy pistolet. Jak obcy Nasiołkowskiemu jest policyjny reżim systemu narodowych Niemiec, szczególnie w ochronie Hitlera. W dzień urodzin wodza, Berghof, gdzie uczestniczyła cała najwyższa elita partyjna Niemiec, Berghof, w promieniu co najmniej 10 km. obsadzano wielką ilością ochronnych służb. Czy w takich warunkach, dziwnie podejrzani dwaj zamachowcy NKWD, mieli jakiekolwiek szanse zbliżyć się do tego miejsca ? Taki pomysł mógł się rodzić po obejrzeniu kilku komediowych filmów produkcji angielskiej, francuskiej, amerykańskiej, a nawet polskiej („Gdzie jest generał"), wsparty większą ilością świetnego bawarskiego piwa wypitego z dr Heimem. Co do dr. Heima teoria o zamachu może być nawet uzasadniona. Hitler chełpił się informacjami o „zamachach" na jego życie, z których dzięki „opatrzności" wychodził cało. Było tych zamachów wg Nasiołkowskiego piętnaście, dlaczego nie mógł być szesnasty, który ujawnia apologeta Hitlera dr. Heim, wspierany wielką fantazją i zaangażowaniem w sprawę autora „bombowej reedukacji".
 
Mieszkając ponad 2 lata w Libii byłem świadkiem, jak Muammar Kadafi informował naród o kilkakrotnych nań zamachach przy pomocy materiałów wybuchowych, z których dzięki opatrzności (Allacha) zawsze wychodził bez szwanku. Widać, to taki szczególny przymiot dyktatorów. W przypadku Hitlera, i tym razem zapobiegliwa Opatrzność pokarała zamachowców, zanim podjęli akcję. Piotrze Nasiołkowski gotów jestem zapewnić, że przy takim opanowaniu pióra, ma Pan zapewniony sukces pisząc bajeczki dla dzieci.

Ostatni rozdział „bombowej" książki przeznaczył autor mojej osobie. Nadał rozdziałowi tytuł „porozmawiajmy o szczegółach". Co prawda Piotr Nasiołkowski przekonany o bezkarnym w tej rozmowie monologu, w agresywnej formie wypisuje kłamliwe paranoiczne urojenia. Jednak porozmawiajmy.Rozpoczyna autor krotochwilnie, wyliczając moje przedwojenne szkolne lata dla porównania z wiekiem dwóch moich szkolnych kolegów Ryszarda Zygmuntowicza i Brunona Kudrewicza, uważając za niemożliwe, abym znał ich osobiście, o czym wspominałem pisząc ich biografie. Informuję, że ja, Jerzy Krauze (jak to chce bajkopisarz Nasiołkowski) już w wieku 12 lat nie paradowałem w krótkich spodenkach ale w długich spodniach, jak nakazywał to regulamin gimnazjalnego mundurka. Od 1935 do 1937 roku, w którym egzamin maturalny składali Kudrewicz i Zygmuntowicz, przez okres 2 lat widywaliśmy się nie tylko na szkolnych korytarzach. Wykładowca WF w szkole im. A. Witkowskiego, Henryk Wytrzyszczewski, z wybranych uczniów zorganizował sekcję lekkoatletyczną, która na boisku „Granatu" (gdzie obecnie ruiny zakładu Fosko) trenowała dwa razy tygodniowo. W sekcji tej znaleźli się Zygmuntowicz trenujący rzuty dyskiem i kulą, a także Edward Salamoński (maturzysta z 1936 r.) dość wszechstronny, skoki i biegi. Z tym ostatnim byłem bardzo zaprzyjaźniony, do ostatnich lat jego życia, kiedy umawialiśmy się co do minuty na spotkania w jego mieszkaniu No 15, Al. Niepodległości 73, gdyż znaczna utrata słuchu zmuszała go do oczekiwania mnie (na wózku) przy samych drzwiach. W sekcji znalazł się również Jerzy Krauze specjalizujący się w biegach na 400 m.

Jerzy Krauze
razem z Brunonem Kudrewiczem codziennie dojeżdżał autobusem Fabryki Amunicji do szkoły i codziennie tym samym wracaliśmy do domu w Sk-ku Zachodnim. Przez 2 lata Brunon Kudrewicz był członkiem sekcji pływackiej K.W. „Rejów", ja w ramach drużyny harcerzy wodnych wiosłowałem zawodniczo w dwójce kajakowej z Jerzym Metelskim. Znajomość z Brunonem przetrwała nawet na czas jego pobytu w Nowej Zelandii, wiązana dożywotnio korespondencji, niemal do jego śmierci. Jeszcze o tym wspomnę.

Jakie to jeszcze kłamstwa w moich tekstach nieomylny Nasiołowski wynalazł ? Drwiąc z moich publikowanych informacji o przyjęciu przed wojną trzech lotników, Bernasa, Kudrewicza i Zygmuntowicza do „Szkoły Orląt", napisał: - W tamtym czasie nikomu nie przychodziło do głowy, by uczelnię tę nazywać „Szkołą Orląt" autorytatywnie stwierdził Nasiołowski. Znalazł się jednak taki - marsz. Śmigły Rydz. Można przeczytać w październikowym numerze krakowskiego IKC z 1937 r. taką informację, że: -15 października 1937 r. marsz. Edward Śmigły Rydz wręczył sztandar „Szkoły Orląt" komendantowi Szkoły Podchorążych Lotnictwa, ppłk obs. Stefanowi Sznukowi. Tytuł ten w odniesieniu do Szkoły był już wcześniej używany. Posłużę się zwrotem samego p. Nasiołowskiego: - Brrrp. Autorze, Fe z taką znajomością historii.
 
W ramach „szczegółów" autor „bombowych" sensacji zarzuca mnie, jakobym nazwisko Kudrewicz mylił z Budrewicz. Biografie lotników Zygmuntowicza, Bernasa i Kudrewicza w latach 1998 - 2000 pisałem wielokrotnie na maszynie (nie posiadałem komputera) i w takiej formie przesyłałem do różnych redakcji. Tam teksty były przepisywane, może gdzieś (o czym nawet nie wiem) maszynistka przepisując tekst popełniła błąd. Człowiek bywa omylnym. Aby jednak nie zostać dłużnym p. Nasiołkowskiemu, zwracam uwagę, że on drugiego Anglika w Halifaxie V9976 nazwał „Pulton", którego prawdziwe nazwisko to „Fulton" (w dokumentach otrzymanych z Anglii nazwisko wymieniane jest przemiennie, z literą „F" lub z „P". Ale to drobiazg, chociaż Nasiołkowski z takiej literówki tworzy radosne opowiadanie. Przypomnę P. Nasiołkowskiemu, że na wstępie do swojego „bombowego" dzieła on sam dziękuje p. Irenie Bogdach, za użyczenie fotografii do książki, a w dalszej treści powtarza konsekwentnie to samo nazwisko. Otóż Irena, z domu Kudrewiczówna (znam ją od dziecka), nazywa się z męża Bardach. I takiej Irenie należy podziękować za fotografie, z przeprosinami za pomyłkę. A tak na marginesie wspomnę, że fotografie 105,107 i 110 z „bombowej" książki (również inne), otrzymałem bezpośrednio od Brunona z Nowej Zelandii. W biografii Kudrewicza mojego autorstwa (No 25 „Zeszytów Kombatanckich" z września 1999 r) ukazane są fotografie 105 i 107. Fotografia 110 posiadała atest fotografa pałacu Buckingham stwierdzający autentyczność otrzymania przez Kudrewicza z rąk królowej brytyjskiego Krzyża Sił Lotniczych AFC (Air Force Cross). Fotografie przysłane mi przez Brunona przekazałem przed kilku laty Irenie Bardach, uważając, że ich miejsce jest w rodzinnym albumie.

To też już zupełny „szczegół", ale nie rozumiem w jakim celu p. Nasiołkowski napisał kłamstwo, że nie znałem dwóch młodszych braci Ryśka Zygmuntowicza, i co to ma do tematu związanego z biografią Ryszarda. Otóż autorze informacji, Henryka który mieszkał w Skarżysku, odwiedzałem w domku przy ul. Konopnickiej 3, wypożyczając fotografie i teksty do pisanej biografii publikowanej m. in. w No 20 „Zeszytów Kombatanckich z marca 1998 r. Najmłodszego, Lucjana także zdarzało mih się odwiedzać w jego mieszkaniu w Warszawie, przy ul. Marzanny.

Zapewniam również, że znakomitą większość materiałów do biografii trzech pilotów skarżyskich otrzymałem od dr Andrzeja Suchcitza, kierownika Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie, z którym utrzymywałem kilkuletnią korespondencję. Przekazywałem do Instytutu przy Prince's Gate książki własnego autorstwa, a otrzymywałem szczegółowe kopie dokumentów wielu osób, których biografie aktualnie pisałem. Prawdę mówiąc przy odwiedzinach Prince's Gate 20 męczyła mnie atmosfera przesiadujących tam starszych wiekiem i stopniami wojskowych osób. Wolałem przebywać w Klubie Lotnika na Earl's Court w zawsze wesołym towarzystwie byłych lotników i cichociemnych. Innym źródłem moich wiadomości z Anglii była APCPolish Enąuires Ministry of Defence, skąd bezpośrednio otrzymywałem informacje, jakich nie posiadał Instytut i Muzeum im. gen. Wł. Sikorskiego. Przy tej okazji parę słów dygresji. Rozdział o Brunonie Kudrewjczu, zatytułował Nasiołkowski „Szkocki gentleman znad Kamiennej. Otóż mnie pogardliwie nazwanemu, Jerzykowi Krauze, zdarzyło się być Brytyjskim gentleman'em. W latach 60-tych ub. wieku, pracowałem w chz „Metalexport". Pełniąc funkcję kier. działu „obrabiarek skrawających" otrzymałem zlecenie Huty Zygmunt zakupu największej obrabiarki w Polsce, karuzelówki o średnicy stołu 6 m. Jako szef 3-osobowego zespołu wyjechałem na negocjacje do f-my „Craven" w Manchester, która złożyła ofertę na dostawę obrabiarki. Były to wielkie zakłady przemysłowe produkujące obok ciężkich obrabiarek, dźwigów i parowozów, wielkogabarytowe wyroby metalowe. Przyjął nas osobiście wysoki, siwy, lat ok. 80-siąt właściciel zakładów, sir Greenwood Craven. W trakcie rozmów okazało się, że standardowy typ obrabiarki musi ulec konstrukcyjnym zmianom (wysoki na 13 metrów gabaryt obrabiarki nie mieścił się w hali Huty). Ze względu na żądany przez Hutę krótki termin dostawy (produkcja takiej obrabiarki trwa ok. 10 miesięcy), Zakłady „Craven" musiały natychmiast odwołać z urlopów (był lipiec, okres masowych urlopów) kilku pracowników biura technicznego, co wiązało się w warunkach brytyjskich z dużymi kosztami. Kontynuując rozmowę sir Greenwood podniósł się z fotela i zwracając się do mnie zapytał: - Czy może dać mi pan słowo gentlemana, że moja uzupełniona oferta zostanie w „Metalexporcie" poważnie rozpatrzona ? Oczy wszystkich obecnych zwróciły się w moją stronę. Wstając, świadczyłem: - Tak, daję Panu na to moje słowo. Wieczorem był bankiet w ekskluzywnym Klubie Przemysłowca w niedalekim Liverpool, a gospodarz przyjęcia zadbało to, że obsługiwał nas polski kelner. W niecałe 10 miesięcy po tych rozmowach, karuzelówkę f. Craven montowali w Hucie Zygmunt delegowani z Zakładów pracownicy. Dla uzupełnienia dodam, że 9 stycznia 1941 r. małżonka sir Greenwooda Cravena, Constance Craven wspólnie z gen. Wł. Sikorskim dokonali chrztu okrętu podwodnego ORP „SOKÓŁ", na którym rozpoczął służbę, jako oficer nawigacyjny Tadeusz Bernas (późniejszy kapitan tego okrętu). Kazimierz Bernas, brat Tadeusza, w swoim pamiętniku dnia 10.1.1941 r. napisał Oficerowie nowego polskiego okrętu podwodnego otrzymali od sir Cravena na kwaterę cały dom za miastem Portsmouth, wyposażony we wszystko, co do życia potrzebne. Od siebie dodam, również w przychodnię lekarską i szpital.
 
Tak więc p. Nasiołkowski, zostałem przez wysokiej klasy Brytyjczyka uznany ze gentlemana. Byłem dumny. Co mi zatem p. Nasiołkowskiego dywagacje o Hyde Parku oraz korespondencji niegdyś z weteranem, którego nazwiska nie znałem. P. Nasiołkowski, jak można korespondować z kimś, kogo nazwiska się nie zna ? Pewnie taką praktykę pan stosuje, doprawiając różne nazwiska do swoich opowiadanek. Kto to będzie sprawdzał ? Dlaczego napisał pan: - można się dowiedzieć od Jerzego Krauze, że maszyna Wellington na której szkolono K. Bernasa była samolotem amerykańskim? I ciągnąc dalej legendę o Rolls Royce, Napoleonie, i tym podobne bzdury, o których nigdy nie pisałem. Takie stwierdzenia p. Nasiołkowskiego, zapewne mogły zrodzić się w określonym stanie określanym jako delirium.

Trudno jest „rozmawiać o szczegółach" z człowiekiem (dot. przeprawy morskiej pilotów z Rumunii do Francji via Bejrut), który nie tylko kłamie, ale i nie widzi różnicy w słowach „przez", a „z", jak też „dotarł" a „wypłynął" prowokacyjnie przeistaczając te wyrazy, - aby co ? „dokopać" Krauzemu ? Taka forma kłamstw polegająca na przeistaczaniu wyrazów wyraźnie sprawia ich autorowi, niekłamaną radość, wskazując jednocześnie na jego niezbyt wysoki lot umysłowy.

Aby nie przeciągać „rozmowy o szczegółach" wspomnę jeszcze, że p. Nasiołkowski pisząc o Kudrewiczu i jego ewakuacji z Francji do Anglii, fakt ten „urozmaicił" takim dowcipaskiem, że uciekający trzej lotnicy: - zaobserwowali na morskim wybrzeżu tłumy beztroskich plażowiczów. Widok ten zirytował Brunona. Zawrócił swojego Blocha 152 i przeleciał na wysokości 3 metrów nad granicą morskiej wody i plażowego piasku. Podmuch poderwał w powietrze mieszaninę piasku i morskiej wody.
 
Ponieważ była to jedyna ewakuacja 3-ch polskich pilotów na francuskich samolotach bezpośrednio z kapitulującej Francji do Anglii (wielokrotnie wspominana w literaturze, jednak bez szczegółów-zwłaszcza takich jak p. Nasiołkowskiego), w listach do Nowej Zelandii przekonywałem czas dłuższy Brunona, ażeby opisał ich ucieczkę. Bronił się przed takim opisem twierdząc, że ma kłopoty z językiem polskim. Namówiłem go wreszcie, aby lot ten opisał po angielsku. Wreszcie pod koniec 1999 roku nadesłał angielski tekst. Posiadam go do dziś. Przetłumaczyłem na język polski i przesłałem Brunkowi do adiustacji. Dość szybko odesłał, pochwalił, nie dokonując żadnych poprawek. Ten tekst pod nazwiskiem autora, Brunona Kudrewicza, został opublikowany w No 29 „Zeszytów Kombatanckich" z października 2000 roku. Zapewne nieco później w „Tygodniku Skarżyskim", ale również w polskojęzycznej gazecie litewskiej, wydawanej w Wilnie. Gazetę tę przesłałem Brunkowi, przecież urodził się na Litwie. Bardzo ucieszyła go ta gazeta, którą otrzymał w szpitalu. A p. Nasiołkowskiemu proponuję przeczytanie tego tekstu, z którego dowie się o dramaturgii tej ewakuacji, i nie będzie konfabulował o pryskaniu morską wodą na francuskich plażowiczów.

P. Nasiołkowski czuje do mnie jakąś szczególną awersje. Nie odpuszcza. Prowokuje, a nawet -jak mu się wydaje - ubliża starcowi Do rozdziału „porozmawiajmy o szczegółach", dopisał jeszcze „post scriptum" w którym wspomina wypowiedź w Sejmie w dniu 29.6.2009 roku skarżyskiego posła Andrzeja Bętkowskiego. Poseł cytował moje informacje (nota bene z książki o Braciach Bernasach), które autor tego post scriptum ocenia jako historyczna antywiedza (niby moja - Krauzego) zniesmacza tych wszystkich, którzy mają szansę uwierzyć ogromowi wiedzy historycznej p. Nasiołkowskiego. Przecież chłonął ją pełnymi garściami podczas 6 lat spędzonych w Heimatlandzie Adolfa Gallanda, i to w tym samym powiecie gdzie się urodził ten pieszczotliwie nazwany „Dolfo", jak twierdzi autor „bombowej" książki. I stąd zapewne ta kolejna fabuła o zwycięskiej walce lotniczej Kudrewicza z samym asem myśliwskiego Luftwaffe, „Dolfo" Gallandem.
 
Na zakończenie „rozmowy z autorem", zwracam się do Tych, którym do rąk trafi grafomański bubel z „bombowym" tytułem, że zupełnie nieświadom byłem nakłaniając Piotra Nasiołkowskiego aby swoje wyobrażenia o czasach wojennych przelał na papier. I taki tego skutek. Przepraszam.
 

wrzesień 2012 r.

Jerzy Krauze


Dział komentarze i opinie powstaje z materiałów nadesłanych na naszą skrzynkę redakcyjną.
Chcesz podzielić się opinią, skomentować skarżyską rzeczywistość, nie boisz się oceny ze strony użytkowników portalu? - pisz!

{fcomments}
W czwartek do Prezydenta Miasta Pana Romana Wojcieszka zostało skierowane oficjalne pismo Miłośników Komunikacji Miejskiej w Skarżysku-Kamiennej dot. bieżącej sytuacji ww. Spółki. Poniżej publikujemy jego treść:

Skarżysko-Kamienna dn. 19.04.2012 r.


Szanowny Pan
Roman Wojcieszek
Prezydent Miasta Skarżyska-Kamiennej

Miłośnicy Komunikacji Miejskiej Miasta Skarżyska-Kamiennej, chcą zdecydowanie zaprotestować przeciwko nieprzemyślanym i nieprofesjonalnym działaniom Zarządu oraz Rady Nadzorczej Miejskiej Komunikacji Samochodowej Sp. z o.o. w Skarżysku-Kamiennej, zwanej dalej "MKS". Polityka, jaka prowadzona jest przez w/w firmę oraz Pana Prezesa - Jerzego Marka Gajewskiego od kilku lat, powoduje znaczny spadek jakości oferowanych usług oraz oferty z jaką MKS wychodzi na przeciw oczekiwaniom mieszkańców. W dzisiejszych czasach, Komunikacja Miejska staje się faktyczną alternatywą dla samochodu w wielu miastach Polski - zarówno tych większych jak i tych pokroju naszego Skarżyska. Niestety, w naszym mieście nie ma żadnej alternatywy dla auta. Chcielibyśmy zwrócić uwagę, na pewne fakty, świadczące o braku profesjonalizmu oraz stosownej wiedzy, potrzebnej do kierowania spółką transportu publicznego przez włodarzy MKS.

1. Informacja pasażerska – cz. 1

Autobusy poruszające się po Skarżysku oraz powiecie skarżyskim, posiadają nieczytelne tablice kierunkowe (tzw. dykty) z informacjami o numerze linii, kierunku oraz trasie przejazdu. Miłośnicy Komunikacji Miejskiej podczas jednego ze spotkań w siedzibie spółki, przedstawiali propozycje nowych tablic kierunkowych oraz informacyjnych, naszego autorstwa. Koszt wprowadzenia takiego oznakowania jest znikomy a bardzo poprawia czytelność. Obecnie zastosowana na tablicach czcionka oraz jej wykonanie, jest przestarzała i wywodzi się jeszcze z czasów poprzedniego ustroju.


2. Kursowanie pojazdów

Dni, godziny kursowania autobusów oraz tabor, są niedostosowane do potrzeb mieszkańców, czego można być świadkiem w dni targowe w godzinach porannych i popołudniowych oraz w godzinach, gdy do i/ze szkół dojeżdżają uczniowie. Niejednokrotnie zdarzała się sytuacja w której na jednej z najbardziej obłożonych linii w dni powszednie, tj. linii 14, po godzinie 14, a więc w godzinach powrotów do domu przez uczniów, autobus jaki podjeżdżał - nie był w stanie pomieścić wszystkich pasażerów, chcących przedostać się z przystanku ulokowanego obok ZSTM. Linie 1, 9, 18, 19 oraz 25 w dni targowe, są przeciążone. Tzw. Dział Ruchu MKS twierdzi, iż na bieżąco analizuje sytuacje w swoich pojazdach i na jej podstawie, dostosowuje kursowanie pojazdów. Miłośnicy Komunikacji Miejskiej zaobserwowali ten proceder i nie ma on absolutnie nic wspólnego z analizą potrzeb komunikacyjnych, mianowicie: Kontrolerzy biletów, podczas swojej pracy - oceniają wypełnienie (tzw. load factor) pojazdu w poszczególnych godzinach. Niestety, nie ma możliwości by na podstawie pojedynczych, losowych obserwacji i ocenie na podstawie własnego "widzi mi się", dostosować kursy poszczególnych linii do potrzeb pasażerów. Prawidłowa analiza polega na regularnej obserwacji potoku pasażerów na wybranym kursie i linii przez pewien okres.

3. Informacja pasażerska – cz. 2

Informacja pasażerska, w postaci strony www oraz interaktywnego rozkładu jazdy. W obecnych czasach jest to podstawa w dotarciu do pasażera. Wiele firm (w Polsce) wprowadza co rusz innowacyjne rozwiązania i udogodnienia, z myślą o swoich klientach czyli pasażerach. Niestety, strona www MKS-u standardami odbiega od tych, jakimi dysponują inne spółki w kraju - także te mniejsze. Miłośnicy Komunikacji Miejskiej proponowali na jednym ze spotkań, darmowe napisanie w pełni profesjonalnej, intuicyjnej oraz wygodnej strony www wraz z rozkładem jazdy. Niestety - spotkaliśmy się z odmową. Przykry jest także fakt, iż niemałe środki pieniężne spożytkowane przez Urząd Miasta na utworzenie obecnego interaktywnego rozkładu jazdy, zostały zmarnowane. Jest on nieintuicyjny i nieczytelny, a mieszkańcy Skarżyska-Kamiennej ( w szczególności osoby starsze), nie są w stanie obsłużyć go. Problemu niestety nie rozwiązuje leniwa strategia po prostej linii oporu, przyjęta przez MKS - jaką jest napisanie instrukcji obsługi rozkładu jazdy. W obecnych czasach, rozwiązania związane z Internetem są podstawą komunikacji na linii przewoźnik i pasażer. Niestety - nie jest tak w Skarżysku.

4. Obsługa gmin ościennych.

Niestety - taka nie istnieje bądź ledwie istnieje. Nie sposób w weekend jest dostać się na Majków, Świerczek, Grzybową Górę, itp. Mieszkańcy tych i wielu gmin, nie mają możliwości dostania się za pośrednictwem komunikacji miejskiej do Skarżyska. Problem występuje nie tylko w dni weekendu, ale także w dni robocze, gdzie kursowanie poszczególnych linii, kończy się najpóźniej w godzinach wczesnego popołudnia i w ten sposób nie ma komunikacji na terenie gmin ale i także osiedli Skarżyska (Pogorzałe, Bór, Skałka). Miłośnicy Komunikacji Miejskiej niejednokrotnie zwracali uwagę włodarzom MKS-u na ten problem. Niestety, ale utworzenie linii numer 6, która pierwotnie kursowała w sobotę i niedzielę a w chwili obecnej tylko w soboty - w żaden sposób nie rozwiązuje problemu. Niestety, ujawniła się w tym momencie także po raz kolejny niekompetencja Działu Ruchu MKS - który ustalił godziny kursowania autobusów tylko w godzinach porannych. Nie jest to w stanie zaspokoić potrzeby komunikacyjnej osiedla Pogorzałe, w którym komunikacja potrzebna jest także popołudniu i wieczorem. 


5. Komunikacja wieczorem i nocą.

Problemem także jest poruszanie się po mieście po godzinie 21. Miłośnicy Komunikacji Miejskiej wnioskowali o utworzenie nocnej linii autobusowej, kursującej z częstotliwością co mniej-więcej 1,5h, aby stworzyć możliwości przedostawania się pomiędzy różnymi częściami miasta. Nie jest prawdą, iż nie ma takiej potrzeby komunikacyjnej, gdyż większość z nas, którzy nie są zmotoryzowani, nie mają możliwości transportowych bądź zwyczajnie nie są w stanie wieczorem prowadzić - nie miała szans by skorzystać z komunikacji miejskiej w godzinach wieczornych i nocnych. Istnieją w Skarżysku nocne kluby, wiele lokali jest czynnych do późnych godzin wieczornych a także Skarżyszczanie w takich godzinach uczestniczą w spotkaniach towarzyskich. Należy także pomyśleć o tych mieszkańcach i wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom.


6. Tabor.

Niestety, 3/4 pojazdów stanowiących flotę MKS-u to pojazdy wysoko podłogowe, które stanowią szczególny problem dla osób starszych a tych - MKS przewozi bardzo dużo. Niejednokrotnie byliśmy świadkami, gdy taka starsza osoba zrezygnowała z podróży autobusem MKS-u z uwagi na to, iż nie mogła się "wdrapać" po schodach. Z przykrością stwierdzamy - taka sytuacja ma miejsce najczęściej w dni targowe oraz w godzinach szczytu. Problem taboru to także niefortunny zakup autobusów marki Jelcz M083 "Libero". Autobusy te, są dość awaryjne i w 4 lata po wyprodukowaniu, ich kratownice (rama na której zabudowana jest konstrukcja pojazdu) wyginają się, tworząc efekt tzw. "banana", co w konsekwencji w niedługim czasie doprowadzi do ich wyeksploatowania. Problem nie występowałby, gdyby w firmie znajdowała się osoba dobrze obeznana w branży motoryzacji i marek autobusów. Cena, bardzo często świadczy o jakości. Gdyby wybrali państwo ofertę chociażby firmy „Solaris” - takiego problemu by dzisiaj nie było, a koszt zakupu byłby nieznacznie większy. MKS z uwagi na prowadzenie złej polityki finansowej nie modernizuje swojej floty - bo nie nazywajmy modernizacją, zakup 7 MAN-ów z Suwałk, których średni wiek wynosi 20 lat i gdyby nie ich zakup przez MKS – autobusy te zostałyby zezłomowane. Istnieje wiele możliwości skutecznego nabycia nowych bądź używanych pojazdów, których eksploatacja chociażby przy leasingu, będzie opłacalna w skali roku i następnych lat, niżeli ciągłe remonty przestarzałego i zdezelowanego taboru który generuje duże koszty eksploatacji przede wszystkim z uwagi na wysokie zużycie paliwa – a tego żadnym remontem MKS nie jest w stanie zmienić, stąd potrzeba zakupu bądź innej formy nabycia nowoczesnych i ekonomicznych pojazdów – nie tylko tych MIDI (małych) ale także klasy MAXI (~12 metrów).


7. Skuteczne zarządzanie spółką.

Panie Prezydencie, w obecnych trudnych czasach, rozwiązaniem nie jest ciągłe wołanie o pomoc z kasy miejskiej - nie dając w zamian absolutnie nic. Tabor nie jest regularnie zastępowany nowymi pojazdami a polityka firmy prowadzi do jej ciągłej nierentowności i strat, które musi pokrywać kasa Miasta dodatkowo, oprócz opłat za komunikację. Tej firmie potrzebna jest przede wszystkim młoda osoba, młody manager znający branżę i rynek - nie osoba która nie ma nic wspólnego z branżą transportu. Nowe linie (Miłośnicy Komunikacji Miejskiej na jednym ze spotkań przedstawiali propozycję na kilka linii, na których brakuje połączeń), kursy dostosowane do potrzeb pasażerów - to przecież oni zasilają konto firmy kupnem biletów - na pewno będą je kupować, jeśli będą mieli okazje i możliwość swobodnego, wygodnego i dostosowanego do faktycznych potrzeb transportu publicznego. Skuteczny marketing to także droga do sukcesu. W każdym szanującym się mieście, komunikacja miejska to jego wizytówka - ona żyje razem z miastem. Jeśli w mieście odbywa się ważne wydarzenie, które skupi wokół siebie dużą liczbę ludności - komunikacja powinna natychmiast reagować na to, uruchamiając specjalną linię bądź dodatkowe kursy - to także jest zysk dla firmy. Przykładów oraz pomysłów na rozwój MKS-u jest wiele i były przez nas przedstawiane w siedzibie spółki.


8. Agresywna retoryka.

Niedawno Miłośnicy Komunikacji Miejskiej opublikowali na łamach miejskich portali internetowych oświadczenie, w którym sprzeciwiliśmy się polityce firmy, którą opisaliśmy w powyższych punktach. Odpowiedź MKS-u na nasze oświadczenie jest dobitnym przykładem podejścia i mentalności osób tam pracujących. Żenująca treść, jaką otrzymaliśmy - to także przykład na to, że Panu Gajewskiemu i spółce, nie zależy na poprawie kondycji firmy, a szantażowanie i straszenie sądem Miłośników Komunikacji Miejskiej, świadczy o niedojrzałości i chowaniu głowy w piasek, osób które odpowiedź na nasze oświadczenie przygotowały. W normalnych spółkach, Miłośnicy to swoisty "Gabinet Cieni", który podpowiada, zwraca uwagę na aktualne problemy i jest szanowany przez włodarzy firmy, którzy są z nimi w stałym kontakcie i prowadzą dialog. Niestety, Miłośnicy Komunikacji Miejskiej w Skarżysku traktowani są jak wrogowie. Przykre jest to, że posiadamy poparcie mieszkańców na działania jakie prowadzimy i prowadzić będziemy w dalszym ciągu, niezależnie od zastraszeń, pogróżek i innych wygłupów MKS-u.

Reasumując, Panie Prezydencie - Miłośnicy Komunikacji Miejskiej apelują o zwrócenie szczególnej uwagi na problem katastrofalnego stanu komunikacji miejskiej w Skarżysku.

 Apelujemy także o odwołanie Prezesa Jerzego Marka Gajewskiego ze stanowiska Prezesa Miejskiej Komunikacji Samochodowej w Skarżysku i zastąpienie go, osobą młodą, kreatywną - która ma pomysł na komunikację miejską w naszym mieście i spowoduje wspaniałe odrodzenie się transportu publicznego a nie jego spektakularny upadek jak miało to miejsce w przypadku PKS-IWOPOL Skarżysko-Kamienna.P

anie Prezydencie, w Pana interesie jest, aby w naszej małej ojczyźnie funkcjonowała skuteczna, bezpieczna i punktualna komunikacja miejska i liczymy, że niniejsze pismo spotka się z Pańską przychylnością i zostaną podjęte skuteczne działania w uzgodnieniu z Miłośnikami Komunikacji Miejskiej, w kierunku faktycznej poprawy kondycji finansowej MKS-u, wizerunku firmy oraz jej oferty przewozowej.

Miłośnicy Komunikacji Miejskiej w Skarżysku-Kamiennej

pierwsin

{fcomment}

W związku z wypowiedzią władz miasta na Konferencji Prasowej z dnia 7 lutego br. pracownicy przedszkoli (jednostek, które nie zgadzają się tworzenie zespołów) przedstawiają swoje zdanie odnośnie założeń proponowanych zmian w systemie oświatowym miasta.

Założenia zmian w oświacie zaproponowanych przez prezydenta:

1. Zachowanie wszystkich placówek oświatowych
2. Racjonalizacja struktur placówek oświatowych
3. Nadawanie szerszych uprawnień kierownikom jednostek w zakresie zarządzanie placówkom
4. Stworzenie racjonalnego systemu naliczania dotacji do placówek oświatowych z subwencji oświatowych i dochodów własnych
5. Ograniczenia etatów administracji obsługi z maksymalnym wykorzystaniem możliwości przejścia na emeryturę lub świadczenia emerytalnego

Odnosząc się do propozycji prezydenta ustosunkowujemy się do poszczególnych punktów:

Ad. 1. Zachowanie wszystkich placówek oświatowych

Wystąpienia przedstawicieli miasta, ani konsultacje z radnymi nie dały nam odpowiedzi, czy zachowując dotychczasowe placówki oświatowe zachowane zostaną też ich siedziby, czyli budynki. Naszym zdaniem tworzenie zespołów pozwoli na przenoszenie jednej placówki do drugiej (przedszkoli do szkół) i uwolnienie budynków z możliwością sprzedaży ich na wolnym rynku( WSZYSTKIE SĄ PO GENERALNYCH REMONTACH).  Pieniądze ze sprzedaży w znacznym stopniu przecież wspomogą zadłużony budżet.

Doskonale wiemy, że stanie się to dopiero za 3 lata, bo środki, z których remontowano placówki pochodziły z Unii Europejskiej. Może nie wszyscy wiedzą, że otrzymanie dotacji unijnych możliwe jest wówczas, gdy podpisana umowa pomiędzy stronami jest gwarancją nieprzekształcania remontowanych placówek na okres 5 lat. Po tym okresie mogą zostać sprzedane lub zastawione bankom w zamian za część długu miasta.

Ad. 2. Racjonalizacja struktur placówek oświatowych

Na racjonalizację struktur placówek oświatowych się zgadzamy - rozumiejąc konieczność zmiany. Jednak nie widzimy żadnej racjonalizacji w proponowanych nam zespołach. Racjonalizację upatrujemy po dwutygodniowych a nie rocznych konsultacjach w gronie własnym. Nie zatrudnialiśmy tak modnych dziś  i kosztowych doradców (-Vulcan- 85 000zł).

Daliśmy już panu prezydentowi nasze przemyślenia i propozycje:
- dwulatki do przedszkola
- uszczelnienie skarżyskiego systemu oświatowego tak, aby nie były przyjmowane do pracy nowe osoby
- ułatwienie przesunięć między placówkami zawierając stosowne umowy (o umowach jest mowa, dlatego żeby przesuwany pracownik był pewny, że nikt inny nie zajmie jego miejsca, zanim doniesie stosowne podanie).
- zobligowanie przez prezydenta dyrektorów wszystkich placówek ze szczególnym uwzględnieniem dyrektorów szkół do przedstawienia rzetelnych planów oszczędnościowych placówki.  Tu, jako przykład powinno się postawić oszczędności poczynione przez dyrektora szkoły nr 9. Jednocześnie należałoby naszym zdaniem za wykazane oszczędności nagrodzić taką placówkę choćby zostawiając jej część wykazanych oszczędności. Jedynym problemem jest to, czy możliwe jest zobligowanie dyrektorów do znalezienia i wykazania rzetelnych oszczędności (może premia, albo nagroda?)
- ograniczyć etaty księgowych w szkołach
- powinien wrócić etat sekretarki w miejsce droższego a równorzędnego etatu sekretarza w szkole.

Ad.3. Nadawanie szerszych uprawnień kierownikom jednostek w zakresie zarządzanie placówkom

 Nadanie szerszych uprawnień kierownikom placówek  po pierwsze będzie się wiązało ze zwiększeniem pensji dyrektorów, bo większy się ich odpowiedzialność. Gdzie tu oszczędność?

Nadanie szerszych uprawnień to też częściowo umycie rąk, bo przecież to nie prezydenta decyzją będą zwalniani, czy przesuwani ludzie, a dyrektora.

Chcemy mieć pewność, że dyrektorzy, którzy mieli by nastać, mają właściwe kwalifikacje, aby być profesjonalnymi menagerami. I jaką odpowiedzialność będą ponosili za niewłaściwe decyzje. Czy majątkową?-  są w końcu urzędnikami państwowymi.

Ad.4. Stworzenie racjonalnego systemu naliczania dotacji do placówek oświatowych z subwencji oświatowych i dochodów własnych

Uważamy, że do tego punktu powinna odnieść się udzielając wskazówek pani dyrektor (jeszcze istniejącego) Zakładu Budżetowego Obsługi Przedszkoli. Pełni tę funkcję wiele lat, a wykładnikiem jej kompetencji jest bardzo dobra kondycja skarżyskich przedszkoli, w obronie których na Sesji Oświatowej wypowiedział się jeden z radnych mówiąc: „Panie prezydencie, skarżyskie przedszkola są jedne z najlepszych w kraju i nie zmieniajmy tego”.

Ad.5. Ograniczenia etatów administracji obsługi z maksymalnym wykorzystaniem możliwości przejścia na emeryturę lub świadczenia emerytalnego

Analizy przedstawione na spotkaniach w placówkach wskazują na możliwe oszczędności upatrując ich w przejściu ludzi w określonym wieku na emerytury, czy zasiłki przedemerytalne (grupa 55 osób w przeciągu 4 lat). To ta grupa ma uratować obecny system przed zapaścią. Resztę personelu publicznie zapewniono o tym, że nie będzie zwolnień. W świetle obecnego prawa emerytura jest przywilejem, z którego można skorzystać, lub nie. Logiczną okazała się nasza obawa, że tworzenie zespołów musi dać dyrektorom narzędzia dotąd niedostępne, co potwierdził publicznie prezydent Małkus mówiąc, że przy zmianie pracodawcy wskazani pracownicy nawet, gdy nie będą chcieli, będą zmuszeni do odejścia. Dotąd nie było to możliwe ze względów prawnych. Zatem tworzenie zespołów JEDNAK umożliwi takie nagięcie prawa, że ludzie ci zostaną zmuszeni do odejścia.

Teraz tak: jeżeli mam uprawnienia emerytalne (pół biedy), opcja pozytywna w tym absurdzie, choć pozbawia się ludzi możliwości samo decydowania i zmusza do czegoś, co jest niezgodne z prawem przy aprobacie i chyba „w majestacie prawa”. Teraz wersja dla tych, co odejdą na świadczenia przedemerytalne: posłużę się przypadkiem pracownika z 20- letnim i większym stażem pracy.

- 20 lat i więcej pracy to 120% zasiłku (wg informacji uzyskanych z PUP-u wynika, że przez pierwsze 3 miesiące pracownik otrzymuje 784zł brutto, przez następne 3 miesiące 625zł, później po pół roku udaje się do ZUS, składa prośbę i jeśli zostanie zakwalifikowany, to otrzymuje 864, 25zł brutto (HURA!!!), znaczy 746, 20 do ręki! Ten bogaty (w doświadczenia) pracownik na skraju nędzy i ubóstwa idzie zatem do MOPS- u, ale …przecież nie został bez grosza!

Reszta kadry zostanie zagospodarowana zgodnie z możliwościami (bo przecież nie potrzebami placówek!).

Nauczyciele stażyści i kontraktowi mogą spać spokojnie (są najtańszymi nauczycielami), reszta no cóż, może… zajmiemy się agitacją za zmianą władz miasta.

NASZE PROPOZYCJE:
- odroczenie decyzji w sprawie tworzenia zespołów na okres jednego roku
- w czasie tego roku opracować plan oszczędnościowy na podstawie propozycji dostarczonych przez dyrektorów poszczególnych placówek.

Na koniec chcemy uświadomić rodziców, że następstwem proponowanych dziś przez prezydenta zmian będzie wprowadzenie BONU OŚWIATOWEGO. Jest to pierwszy krok do prywatyzacji placówek oświatowych, a za to moi drodzy zapłacicie z własnych kieszeni.

Pracownicy zainteresowanych placówek oświatowych

Dział komentarze i opinie powstaje z materiałów nadesłanych na naszą skrzynkę redakcyjną.
Chcesz podzielić się opinią, skomentować skarżyską rzeczywistość, nie boisz się oceny ze strony użytkowników portalu? - pisz!


Czytają/oglądając sprawozdania z VIII Sesji Rady Miasta można doznać lekkiego dejavu, jeśli się dostatecznie długo żyje. Kilkanaście lat demokracji, dwadzieścia lat samorządu terytorialnego i oświadczenie, że mieszkaniec nie będzie miał udostępnionej mównicy do zgłoszenia interpelacji jest powrotem do słusznie minionej epoki, kiedy to lud pil szampana ustami swoich przedstawicieli.

Musi mieć Pan Przewodniczący Rady Miasta ogromne poparcie polityczne, by dane kiedyś (czy to było za Langera czy Mazura) przywileje lekką ręką zabrać. Może to zgodne z literą uchwalonego przed laty statutu miasta, archaicznego i nie przystającego do współczesności, ale na pewno niezgodne z polityką państwa i rozwojem społeczeństwa.

Musi być Pan Przewodniczący pod silną presją ( jest przecież człowiekiem spolegliwym), żeby wykonać tak desperacki ruch i zlekceważyć mieszkańców, organizacje pozarządowe, które, nota bene, zaprasza na sesje oraz wyborców i bez konsultacji z radą miasta wystąpić z oświadczeniem ograniczającym wolności i swobody obywatelskie.

Musi spodziewać się Pan Przewodniczący poparcia antysystemowego lobby w mieście, które wielokrotnie występuje z kontestacją rozwiązań polskiego systemu prawnego. Zły polski system prawny to argument powszechnie przedstawiany w debatach i sesjach dla trudności i opóźnień inwestycyjnych w naszym mieście. To publiczne występowanie przeciw Państwu stawia samorząd w rzędzie opozycji, co nie powinno mieć miejsca.

Gdzie są zatem jakieś spokrewnione z demokratycznym ładem w myśleniu o wspólnocie samorządowej kręgi radnych z tu mieszkam czy lewicy, żeby zabrać głos w tej sprawie. Też zostały zmanipulowane, skorumpowane politycznie, czy ogłuchły?

Tak się tworzy organy miasta prywatnego.

Miasto prywatne, to nie tylko to co opisała ongiś dziennikarka.

To ten układ zależności , powiązań, to ta mentalność dająca przyzwolenie na tworzenie własnych wykładni konstytucji i ustaw oraz manipulowanie w dowolny sposób przećwiczonymi w minionym ustroju socjotechnikami. Na przykład – z wniosku o informację publiczną robi się zapytanie. Na zapytanie jest możliwa odpowiedź do 30 dni, na wniosek o informację publiczną odpowiedzieć trzeba niezwłocznie, najpóźniej w 14. dniu. Zapytanie zaskarża się do kolegium odwoławczego bez konsekwencji dla urzędu, bezczynność w związku z informacją publiczną skarży się do sądu właściwej instancji z konsekwencjami finansowymi dla organu władzy samorządowej.

Proste pytanie mieszkańca skierowane wprost do urzędnika w urzędzie miasta , niezależnie od tego czy jest to tzw. osoba z ulicy, czy określona jako znana, nie znajdzie odpowiedzi, bo odpowiedź podlega ocenzurowaniu przez urzędnika wyższego szczebla. (Mnie to bawiło swego czasu w Moskwie –„ iditetie k naczalniku”, dziś może funkcjonuje na Białorusi?)

Czas tworzenia odpowiedzi na pytania czy informację publiczną jest zależny od humoru głównodowodzącego urzędem miasta. Ten czas wydłuża się kiedy trzeba doczytać dokumenty i akty prawne lub w ogóle dowiedzieć się „co w trawie piszczy” uwzględniając spiskową teorię dziejów, pomnożyć wrogów i stworzyć kolejny układ wtajemniczonych.

A w radzie miasta? Możesz mieszkańcu i organizacjo pozarządowa zapytać na piśmie lub spotkać się z radnym. Ale danych teleadresowych nie uświadczysz, może za spec. pozwoleniem, radnych raczej nie spotkasz na dyżurach, więc jeśli nie masz towarzyskich stosunków z radnym to twój , mieszkańcu, problem kieruj na Berdyczów.

Strategia organów miasta prywatnego jest prosta. Nie ma powodu liczyć się z mieszkańcami – co bardzie krewcy podyskutują w Internecie, najlepiej anonimowo. W końcu zamilkną. A miasto prywatne przetrwa do wyborów na pewno.

Jak dobrze żyć w mieście prywatnym, średniej wielkości mieście w centrum Polski, w Unii Europejskiej, a jakże, w demokratycznym i tworzącym społeczeństwo obywatelskie kraju, w mieście, bezpiecznym , ładnym, bogatym… itd. itp.

Ewa Podleśna

Dział komentarze i opinie powstaje z materiałów nadesłanych na naszą skrzynkę redakcyjną.
Chcesz podzielić się opinią, skomentować skarżyską rzeczywistość, nie boisz się oceny ze strony użytkowników portalu? - pisz!

Strona 1 z 3

Informacje praktyczne
Redakcja
ul. Paryska 232A/3
26-110 Skarżysko-Kamienna
+48 663 01 55 99
+48 508 12 72 16
kontakt@skarzysko24.pl
Nota prawna

Wydawca portalu skarzysko24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i postów zamieszczanych przez użytkowników portalu. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Logowanie