Bez przełomu w negocjacjach
Przypomnijmy: Gdy rok temu nowy dyrektor skarżyskiego szpitala - Maciej Juszczyk obejmował stanowisko, jednym z najważniejszych celów uczynił takie zorganizowanie działalności szpitala, która umożliwi racjonalizację kosztów jego działalności i pozwoli zredukować zadłużenie placówki. W ubiegłym roku dyrektor rozpoczął proces racjonalizacji zatrudnienia i - jak twierdził - porządkowania spraw zatrudnienia w ZOZ. Zwolnił część pielęgniarek i pracowników administracji, a także obniżył pensje i zabrał część przywilejów pozostałym pracownikom szpitala. Sytuacja w szpitalu zrobiła się napięta, a atmosfera pracy - jak twierdził personel - nie do zniesienia.
W kwietniu, po przedstawionej lekarzom propozycji dyrektora Juszczyka, żeby obniżyć ich zarobki (o kilkaset złotych) i zmniejszyć stawki za dyżury na oddziałach dla kierowników działów kilkudziesięciu lekarzy powiedziało "stop". Lekarze odmówili podpisania nowych warunków pracy i płacy, co (po upływie terminu obowiązywania dotychczasowych umów) w zasadzie oznacza ich odejście z pracy.
Sprawa natychmiast zaczęła żyć własnym "medialnym życiem". Rozpoczęła się otwarta dyskusja (m.in. za pomocą oświadczeń i wypowiedzi zamieszczanych w lokalnych mediach) o tym, co dzieje się w szpitalu. Wiele osób dyrektorowi i władzom powiatu stawiało pytanie, czy zaistniała sytuacja nie stanowi zagrożenia funkcjonowania szpitala. Maciej Juszczyk zapewniał, że takiego zagrożenia nie ma.
Mówiono otwarcie, że jeśli lekarze nie zaakceptują nowych warunków pracy niezwłocznie zostaną podjęte kroki, by zapewnić prawidłowe funkcjonowanie szpitala (w domyśle zatrudnieni zostaną nowi lekarze). Lekarze nie zgadzający się na nowe warunki pracy tych zapowiedzi nie traktowali poważnie, powszechnie bowiem wiadomo, że lekarzy na "rynku" po prostu brakuje.
Sytuacja z biegiem dni stawała się poważna. Lekarze trwali przy swoim (a pokazywali już wielokrotnie, że w walce o swoje prawa są wytrwali i uparci), sztywne stanowisko dotyczące konieczności wprowadzenia zmian w warunkach pracy prezentował również dyrektor szpitala i władze powiatu.
W takiej atmosferze przystąpiono do rozmów, które miały na celu znalezienie wyjścia z patowej sytuacji.
Obie strony deklarowały wprawdzie wolę kompromisu, ale kolejne tury negocjacji pokazały, że o porozumienie będzie po prostu trudno. Lekarze mieli żal do drugiej strony, że sztywno trzyma się przyjętego przez siebie planu, nie proponuje alternatywnych rozwiązań i pomimo deklaracji, nadal dąży do konfrontacji (vide. wypowiedzi dyrektora i starosty).
Wczoraj odbyła się kolejna tura negocjacji, która zakończyła się fiaskiem. W pomyślne rozwiązanie sytuacji nie wierzy już część lekarzy. - Część z moich kolegów już otrzymało intratne oferty pracy w innych szpitalach. Nikt nie lubi żyć w niepewności, nawet jeśli w pewnym momencie "rzutem na taśmę" uda się osiagnąć jakiś kompromis, to może się okazać, że i tak większość lekarzy odejdzie z naszej placówki. Kto nam da gwarancję, że nawet po zaakceptowaniu nowych warunków, za parę miesięcy sytuacja się nie powtórzy? To kopanie się z koniem. - mówi jeden z lekarzy proszący o anonimowość.
- Dyrekcja i władze powiatu postanowiły pokazać "kto tu rządzi". Smuci nas to, że gdzieś w tej całej dyskusji znika konieczność zapewnienia bezpiecznego funkcjonowania i trwania szpitala. Jeśli się nie uda znaleźć wyjścia z tej sytuacji i rzeczywiście większość protestujących lekarzy odejdzie, praca szpitala może zostać kompletnie sparaliżowana, w konsekwencji szpital może upaść. Czy ktoś zastanowił się co to oznacza? Wszyscy mówią oczywiście o problemie zapewnienia opieki chorym- bo to jest najważniejsze, ale władze powinny myśleć i o tym, że w przypadku upadku szpitala nagle wymagalne zostaną wszystkie kredyty. Ciekawe, czy i to uwzględnia "Plan B" władz powiatu? - dodaje.
Czy w obliczu powyższego możliwe jest znalezienie pozytywnego rozwiązania tej sytuacji? Czy poniedziałkowe rozmowy były "rozmowami ostatniej szansy"? Zapytaliśmy o to Małgorzatę Nosowicz, Rzecznika Prasowego Starostwa Powiatowego w Skarżysku-Kamiennej. - Wprawdzie poniedziałkowe rozmowy nie zakończyły się sukcesem, ale władze powiatu nadal liczą na wypracowanie kompromisu i są nadal otwarte na rozmowy z przedstawicielami lekarzy. - powiedziała nam Małgorzata Nosowicz.
Rzecznik dodała, że jeszcze w tym tygodniu możemy spodziewać się stanowiska Zarządu Powiatu w tej sprawie.
KW
Sprawa natychmiast zaczęła żyć własnym "medialnym życiem". Rozpoczęła się otwarta dyskusja (m.in. za pomocą oświadczeń i wypowiedzi zamieszczanych w lokalnych mediach) o tym, co dzieje się w szpitalu. Wiele osób dyrektorowi i władzom powiatu stawiało pytanie, czy zaistniała sytuacja nie stanowi zagrożenia funkcjonowania szpitala. Maciej Juszczyk zapewniał, że takiego zagrożenia nie ma.
Mówiono otwarcie, że jeśli lekarze nie zaakceptują nowych warunków pracy niezwłocznie zostaną podjęte kroki, by zapewnić prawidłowe funkcjonowanie szpitala (w domyśle zatrudnieni zostaną nowi lekarze). Lekarze nie zgadzający się na nowe warunki pracy tych zapowiedzi nie traktowali poważnie, powszechnie bowiem wiadomo, że lekarzy na "rynku" po prostu brakuje.
Sytuacja z biegiem dni stawała się poważna. Lekarze trwali przy swoim (a pokazywali już wielokrotnie, że w walce o swoje prawa są wytrwali i uparci), sztywne stanowisko dotyczące konieczności wprowadzenia zmian w warunkach pracy prezentował również dyrektor szpitala i władze powiatu.
W takiej atmosferze przystąpiono do rozmów, które miały na celu znalezienie wyjścia z patowej sytuacji.
Obie strony deklarowały wprawdzie wolę kompromisu, ale kolejne tury negocjacji pokazały, że o porozumienie będzie po prostu trudno. Lekarze mieli żal do drugiej strony, że sztywno trzyma się przyjętego przez siebie planu, nie proponuje alternatywnych rozwiązań i pomimo deklaracji, nadal dąży do konfrontacji (vide. wypowiedzi dyrektora i starosty).
Wczoraj odbyła się kolejna tura negocjacji, która zakończyła się fiaskiem. W pomyślne rozwiązanie sytuacji nie wierzy już część lekarzy. - Część z moich kolegów już otrzymało intratne oferty pracy w innych szpitalach. Nikt nie lubi żyć w niepewności, nawet jeśli w pewnym momencie "rzutem na taśmę" uda się osiagnąć jakiś kompromis, to może się okazać, że i tak większość lekarzy odejdzie z naszej placówki. Kto nam da gwarancję, że nawet po zaakceptowaniu nowych warunków, za parę miesięcy sytuacja się nie powtórzy? To kopanie się z koniem. - mówi jeden z lekarzy proszący o anonimowość.
- Dyrekcja i władze powiatu postanowiły pokazać "kto tu rządzi". Smuci nas to, że gdzieś w tej całej dyskusji znika konieczność zapewnienia bezpiecznego funkcjonowania i trwania szpitala. Jeśli się nie uda znaleźć wyjścia z tej sytuacji i rzeczywiście większość protestujących lekarzy odejdzie, praca szpitala może zostać kompletnie sparaliżowana, w konsekwencji szpital może upaść. Czy ktoś zastanowił się co to oznacza? Wszyscy mówią oczywiście o problemie zapewnienia opieki chorym- bo to jest najważniejsze, ale władze powinny myśleć i o tym, że w przypadku upadku szpitala nagle wymagalne zostaną wszystkie kredyty. Ciekawe, czy i to uwzględnia "Plan B" władz powiatu? - dodaje.
Czy w obliczu powyższego możliwe jest znalezienie pozytywnego rozwiązania tej sytuacji? Czy poniedziałkowe rozmowy były "rozmowami ostatniej szansy"? Zapytaliśmy o to Małgorzatę Nosowicz, Rzecznika Prasowego Starostwa Powiatowego w Skarżysku-Kamiennej. - Wprawdzie poniedziałkowe rozmowy nie zakończyły się sukcesem, ale władze powiatu nadal liczą na wypracowanie kompromisu i są nadal otwarte na rozmowy z przedstawicielami lekarzy. - powiedziała nam Małgorzata Nosowicz.
Rzecznik dodała, że jeszcze w tym tygodniu możemy spodziewać się stanowiska Zarządu Powiatu w tej sprawie.
KW

{fcomment}







Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.
Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.