O "zemście w karykaturalnej formie" - czyli o tym jak znany dziennikarz trafił przed sąd
W piątek przed skarżyskim sądem odbyła się rozprawa, w której obwinionym m.in. o ... nieprawidłowe parkowanie jest dziennikarz Echa Dnia Mateusz Bolechowski. W sumie sprawa nie byłaby interesująca, gdyby nie fakt, że nie wiadomo, czy miejsce w którym parkował dziennikarz rzeczywiście jest objęte zakazem, a policję o całym zdarzeniu poinformował (i poszkodowanym w sprawie jest oficjalnie) Burmistrz Miasta i Gminy Suchedniów - Tadeusz Bałchanowski.O parkowaniu w "parku"
Ale od początku. Sytuacja, której dotyczy sprawa sądowa miała miejsce we wrześniu ub. r. Mateusz Bolechowski - znany ze swojej wędkarskiej pasji postanowił wybrać się wtedy na ryby nad zalew w Suchedniowie. Jako, że jedno z dogodnych miejsc do wędkowania jest zlokalizowane na brzegu zalewu przy tym, co kiedyś było parkiem miejskim - zaparkował swój samochód przy gruntowej drodze, która powstała tam w trakcie budowy kolektora sanitarnego.
Po pewnym czasie zaparkowanym samochodem zainteresowała się policja - a dokładniej o takie zainteresowanie została poproszona przez Burmistrza Miasta i Gminy Suchedniów Tadeusza Bałchanowskiego (Bałchanowski miał zostać poinformowany o zaparkowanym samochodzie i poproszony o interwencję, przez tajemniczego "mieszkańca Suchedniowa").
Jako, że zgłoszeniem policja musiała się zająć - funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce sporządzili notatkę służbową. Nie było w niej mowy o popełnieniu wykroczenia. Stróże prawa po pewnym czasie przesłuchali burmistrza i na podstawie jego zeznania, w którym stwierdził, ze obowiązuje tam zakaz wjazdu, a auto dziennikarza jechało po chodniku, sporządzono wniosek o ukaranie. Sprawa trafiła do sądu rejonowego w Skarżysku.
Na etapie konstruowania wniosku do sądu do zarzutu o parkowanie w miejscu niedozwolonym, dołączono również niszczenie zieleni. W piątek rozpoczął się proces - wyjaśnienia składał oskarżony i funkcjonariusz policji, który został wysłany do "parku" na interwencję.
O parku albo "prawie parku"
- Wysoki Sądzie, nie złamałem przepisów. Miejsce, w którym wjeżdżałem jest przystosowane to tego (m.in. obniżony krawężnik sugerujący miejsce wjazdu). Uważam również, że samo stwierdzenie, że parkowałem w parku miejskim jest mocno na wyrost - to miejsce żadnego parku nie przypomina, ani w świetle prawa nim nie jest - powiedział Bolechowski. Na dowód przedstawił bogatą dokumentację fotograficzną pokazującą zagospodarowanie "parku" - metrowe pokrzywy, zarośnięte i zdewastowane elementy małej architektury.
O trawniku albo "prawie trawniku"
- Nie zgadzam się również z zarzutem, że swoim samochodem jechałem po chodniku i niszczyłem trawę. O tym pierwszym mówił tylko zgłaszający, policjanci żadnych śladów kół na chodniku nie widzieli. Nie mogli, bo korzystałem z wyznaczonego wjazdu i jechałem drogą gruntową, przy której zaparkowałem . Po doprecyzowaniu informacji, że miałem niszczyć świeżo posianą trawę, pojechałem na miejsce i sprawdziłem jak wygląda miejsce w którym zaparkowałem. Faktycznie - były tam porozrzucane nasiona traw. Celowo mówię porozrzucane, a nie posiane. Moja żona jest magistrem ogrodnictwa i po przyjrzeniu się "trawnikowi" zwróciła uwagę, że "zasiew" wykonano nieprofesjonalnie. Zabrakło przygotowania gruntu, to jest humusowania, czyli narzucenia na posianą trawę cienkiej warstwy ziemi i ubicia tak przygotowanego trawnika - wałowania. Jako, że było śladów wałowania trawnika - można nawet powiedzieć, że wjeżdżając na takie podłoże (i ubijając ziemię) pomogłem Gminie w pielęgnacji posianej trawy, choć nieświadomie - stwierdził z przekąsem Bolechowski. Dodajmy, że, co potwierdził policjant, miejsce nie było w żaden sposób oznaczone, choćby tabliczką "uwaga, zasiana trawa"
O co chodzi?
Nie da się ukryć, że w ciągu ostatnich lat opisując m.in. codzienne problemy mieszkańców Suchedniowa, Mateusz Bolechowski nie szczędził słów krytycznych pod adresem samego burmistrza jak i urzędu, którym wspomniany burmistrz kieruje. Dziennikarz przed sądem powiedział : -
Niechęć burmistrza Bałchanowskiego do mojej osoby jest w Suchedniowie powszechnie znana. Od 10 lat rzetelnie opisuję to, co dzieje się w mieście, w którym przyszło mi mieszkać. Często to, co piszę nie podoba się lokalnej władzy, ale przy tym pragnę podkreślić, że nigdy nie wykazano, bym pisał nieprawdę. Sądzę, że cała ta sprawa to swego rodzaju próba uprzykrzania mi życia przez burmistrza, zemsty w karykaturalnej formie. Żałuję, że burmistrz w osobiste "porachunki" i w sumie w błahą sprawę wciągną machinę wymiaru sprawiedliwości.
Niechęć burmistrza Bałchanowskiego do mojej osoby jest w Suchedniowie powszechnie znana. Od 10 lat rzetelnie opisuję to, co dzieje się w mieście, w którym przyszło mi mieszkać. Często to, co piszę nie podoba się lokalnej władzy, ale przy tym pragnę podkreślić, że nigdy nie wykazano, bym pisał nieprawdę. Sądzę, że cała ta sprawa to swego rodzaju próba uprzykrzania mi życia przez burmistrza, zemsty w karykaturalnej formie. Żałuję, że burmistrz w osobiste "porachunki" i w sumie w błahą sprawę wciągną machinę wymiaru sprawiedliwości.
Do tych słów podczas kolejnej rozprawy wyznaczonej na 11 maja będzie mógł się odnieść Tadeusz Bałchanowski. Będzie mógł się również odnieść do zapisów aktu oskarżenia i do tez przedstawionych w obronie przez Bolechowskiego.
Do sprawy wrócimy.




KW Foto: KW









Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.
Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.