Krótka historia o kulturze w samorządzie
Myśląc o przedstawicielach lokalnego samorządu wielu z mieszkańców Skarżyska myśli o naszych reprezentantach, jako o zbiorze ludzi nienagannych manierach, wysokiej kulturze osobistej, jako o ludziach będących strażnikami swego rodzaju niepisanych zasad prowadzenia dyskusji publicznej. Patrząc na to, co dzieje się na sesjach Rady Miasta można powiedzieć - mieszkańcy się po prostu mylą.
Święto samorządu (jakim powinna być każda sesja Rady Miasta) przeistacza się w istny cyrk . Jesteśmy świadkami "ostrej jazdy bez trzymanki" - bezpardonowej wojny na słowa (czasem rodem z dyskusji panów spod budki z piwem). Jednych to zniesmacza, jednych oburza, a innych bawi. Ale aktorzy tego kiepskiego przedstawienia nie mają sobie nic do zarzucenia, mało tego - najwyraźniej wielu z nich "magiel" uważa za przyjęty w tej kadencji standard.
Święto samorządu (jakim powinna być każda sesja Rady Miasta) przeistacza się w istny cyrk . Jesteśmy świadkami "ostrej jazdy bez trzymanki" - bezpardonowej wojny na słowa (czasem rodem z dyskusji panów spod budki z piwem). Jednych to zniesmacza, jednych oburza, a innych bawi. Ale aktorzy tego kiepskiego przedstawienia nie mają sobie nic do zarzucenia, mało tego - najwyraźniej wielu z nich "magiel" uważa za przyjęty w tej kadencji standard.
Przeciętny obserwator oglądając to, co dzieje się na sesjach może odnieść wrażenie, że chyba cel organizowania sesji jest jeden: by samorządowcy mogli przyjść i poobrzucać się nawzajem błotem... Ostatnia sesja idealnie wpisywała się we wspomniane wcześniej założenie.
Radni najpierw, by pokazać "gdzie jest miejsce" chcących realizować swoje inwestycje w naszym mieście nie zgodzili się na kosmetyczną zmianę porządku obrad (i "w imię zasad" przedstawicielki Rank Progres - jednego z największych od lat inwestorów musiały czekać 10 godzin, aby Rada Miasta "łaskawie" zajęła się uchwałą otwierającą drogę to realizacji przygotowywanej przez wspomnianą firmę inwestycji).
Później ktoś wspomniał o tym, że "ten tamtemu ręki nie podaje". Ktoś pukał się w czoło, gdy przemawiał ktoś inny (o przerywaniu sobie nawzajem wypowiedzi nie wspomnę). Ktoś wypomniał jednej z radnych jej wiek i insynuował demencję (?). Im dłużej trwała sesja, robiło się coraz "ciekawiej".
W pewnym momencie nikt już nie panował nad obradami, dyskusja toczyła się poza jakąkolwiek przyjętą w samorządzie formułą. Było nerwowo i udzieliło się to wszystkim - po odrzuceniu uchwały dot. zmian w MPZP Centrum z mównicy na radnych krzyczał prezydent
Równolegle od stolika, przy którym siedzieli prezydenci i miejscy urzędnicy, dało się usłyszeć: - to przecież debile są! Grupa dziennikarzy jednoznacznie skojarzyła słyszany głos z głosem Sekretarza Miasta Jana Jańca. Trochę później ci sami dziennikarze zapytali go, kogo miał na myśli – Nie wiem, o czym panowie mówicie. Ja nic takiego nie powiedziałem. Nic mi się w stosunku do radnych nie wyrwało, nie naciągniecie mnie na takie rzeczy – stwierdził sekretarz, chociaż dziennikarze obecni na sesji nie mieli wątpliwości, kto wypowiedział te słowa. Pytany o sprawę (i siedzący na sesji obok Jana Jańca) Zastępca Prezydenta Stanisław Grzesiak powiedział, że nic nie słyszał, bo ma nieco przytępiony słuch. Drugi z Zastępców Prezydenta - Grzegorz Małkus powiedział natomiast - Coś takiego mogło być powiedziane, ale rozmawialiśmy o konkwistadorach, w związku z peregrynacją kopii obrazu Matki Bożej z Guadelupe. Może ktoś stwierdził, że to byli debile, bo zniszczyli wspaniałą kulturę Indian...
KW
Radni najpierw, by pokazać "gdzie jest miejsce" chcących realizować swoje inwestycje w naszym mieście nie zgodzili się na kosmetyczną zmianę porządku obrad (i "w imię zasad" przedstawicielki Rank Progres - jednego z największych od lat inwestorów musiały czekać 10 godzin, aby Rada Miasta "łaskawie" zajęła się uchwałą otwierającą drogę to realizacji przygotowywanej przez wspomnianą firmę inwestycji).
Później ktoś wspomniał o tym, że "ten tamtemu ręki nie podaje". Ktoś pukał się w czoło, gdy przemawiał ktoś inny (o przerywaniu sobie nawzajem wypowiedzi nie wspomnę). Ktoś wypomniał jednej z radnych jej wiek i insynuował demencję (?). Im dłużej trwała sesja, robiło się coraz "ciekawiej".
W pewnym momencie nikt już nie panował nad obradami, dyskusja toczyła się poza jakąkolwiek przyjętą w samorządzie formułą. Było nerwowo i udzieliło się to wszystkim - po odrzuceniu uchwały dot. zmian w MPZP Centrum z mównicy na radnych krzyczał prezydent
Równolegle od stolika, przy którym siedzieli prezydenci i miejscy urzędnicy, dało się usłyszeć: - to przecież debile są! Grupa dziennikarzy jednoznacznie skojarzyła słyszany głos z głosem Sekretarza Miasta Jana Jańca. Trochę później ci sami dziennikarze zapytali go, kogo miał na myśli – Nie wiem, o czym panowie mówicie. Ja nic takiego nie powiedziałem. Nic mi się w stosunku do radnych nie wyrwało, nie naciągniecie mnie na takie rzeczy – stwierdził sekretarz, chociaż dziennikarze obecni na sesji nie mieli wątpliwości, kto wypowiedział te słowa. Pytany o sprawę (i siedzący na sesji obok Jana Jańca) Zastępca Prezydenta Stanisław Grzesiak powiedział, że nic nie słyszał, bo ma nieco przytępiony słuch. Drugi z Zastępców Prezydenta - Grzegorz Małkus powiedział natomiast - Coś takiego mogło być powiedziane, ale rozmawialiśmy o konkwistadorach, w związku z peregrynacją kopii obrazu Matki Bożej z Guadelupe. Może ktoś stwierdził, że to byli debile, bo zniszczyli wspaniałą kulturę Indian...
KW










Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.
Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.