Poseł Grzegorek prawomocnie skazany
Sąd Okręgowy w Kielcach utrzymał w poniedziałek w mocy wyrok wobec posła Krzysztofa Grzegorka oskarżonego o korupcję. Orzeczenie jest prawomocne.
- Wbrew sugestiom obrony ta sprawa nie miała żadnych podtekstów politycznych. Ustalenia faktów przez sąd pierwszej instancji nie budzą żadnych wątpliwości - stwierdził w uzasadnieniu wyrok sędzia Jan Klocek.
- Usłyszałem właśnie coś tak nieprawdopodobnego, że aż trudno to skomentować - stwierdził po wyjściu z sali rozpraw Krzysztof Grzegorek i zapowiedział kasację wyroku. - Dla mnie nie ma dziś znaczenia żadna działalność polityczna, ale wyłącznie dojście do prawdy - stwierdził.
Grzegorek zapowiedział też, że wtorek ujawni nowe fakty związane z tą aferą. Według niego będą one świadczyć o tym, że został w nią wrobiony.
Były wiceminister zdrowia, dziś tylko poseł (po ujawnieniu afery wystąpił z Platformy Obywatelskiej), Krzysztof Grzegorek, został w listopadzie 2009 roku skazany przez Sąd Rejonowy w Skarżysku na rok i 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na cztery lata, 22,5 tys. zł grzywny, sąd ukarał go ponadto czteroletnim zakazem zajmowania stanowisk kierowniczych w służbie zdrowia. Za co? Sąd zgodził się z ustaleniami radomskiej prokuratury, że w latach 2001-2003, jako wicedyrektor szpitala w Skarżysku, przyjął ponad 22 tys. zł łapówek od przedstawicieli koncernu farmaceutycznego Johnson&Johnson. Za winnych sąd uznał także cztery inne osoby, które w różnym stopniu miały uczestniczyć w całym procederze.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
- Wbrew sugestiom obrony ta sprawa nie miała żadnych podtekstów politycznych. Ustalenia faktów przez sąd pierwszej instancji nie budzą żadnych wątpliwości - stwierdził w uzasadnieniu wyrok sędzia Jan Klocek.
- Usłyszałem właśnie coś tak nieprawdopodobnego, że aż trudno to skomentować - stwierdził po wyjściu z sali rozpraw Krzysztof Grzegorek i zapowiedział kasację wyroku. - Dla mnie nie ma dziś znaczenia żadna działalność polityczna, ale wyłącznie dojście do prawdy - stwierdził.
Grzegorek zapowiedział też, że wtorek ujawni nowe fakty związane z tą aferą. Według niego będą one świadczyć o tym, że został w nią wrobiony.
Były wiceminister zdrowia, dziś tylko poseł (po ujawnieniu afery wystąpił z Platformy Obywatelskiej), Krzysztof Grzegorek, został w listopadzie 2009 roku skazany przez Sąd Rejonowy w Skarżysku na rok i 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na cztery lata, 22,5 tys. zł grzywny, sąd ukarał go ponadto czteroletnim zakazem zajmowania stanowisk kierowniczych w służbie zdrowia. Za co? Sąd zgodził się z ustaleniami radomskiej prokuratury, że w latach 2001-2003, jako wicedyrektor szpitala w Skarżysku, przyjął ponad 22 tys. zł łapówek od przedstawicieli koncernu farmaceutycznego Johnson&Johnson. Za winnych sąd uznał także cztery inne osoby, które w różnym stopniu miały uczestniczyć w całym procederze.
Troje z nich, a także poseł Grzegorek, odwołali się od wyroku, w sądzie odwoławczym wszyscy poprosili o uniewinnienie. - W sądzie jestem pierwszy raz w życiu, wcześniej znałem sądową salę tylko z amerykańskich filmów. I wciąż nie rozumiem czemu się tutaj znalazłem - podkreślał w środę podczas rozprawy apelacyjnej poseł Grzegorek.
W apelacjach oraz mowach końcowych obrońcy i oskarżeni najwięcej uwagi poświęcili współoskarżonemu Andrzejowi Gadomskiemu. To on swoimi zeznaniami najbardziej bowiem obciążył posła i pozostałych. Był bowiem dyrektorem agencji turystycznej Terra Travel" w Skarżysku, za pośrednictwem której pieniądze od J&J miały trafiać do Grzegorka. Biuro wystawiało bowiem faktury dla J&J za zorganizowanie fikcyjnych szkoleń czy sympozjów dla lekarzy, a właścicielka i dyrektor agencji mieli przekazywać potem pieniądze Grzegorkowi. Wobec Gadomskiego wyrok jest już skazujący i choć wielokrotnie zmieniał on swoje zeznania, sąd w Skarżysku ocenił, że mówił prawdę wtedy, gdy posła pogrążał.
- Wydaje mi się nieprawdopodobne ze zeznania tego człowieka, który mnie szantażował, realizował groźby i obciążał mnie w programach telewizyjnych, traktowane są bardziej wiarygodnie niż to co ja mówię - mówił przed sądem Krzysztof Grzegorek i prosił o sprawiedliwe rozstrzygnięcie i oczyszczenie go ze wszystkich zarzutów.
Prokurator Tomasz Radecki wnioskował o utrzymanie skazującego wyroku w mocy i oddalenie wszystkich apelacji. - Zarzuty zawarte w apelacjach są jedynie polemiką z prawidłowymi ustaleniami sądu pierwszej instancji i są chybione - podkreślił.
W apelacjach oraz mowach końcowych obrońcy i oskarżeni najwięcej uwagi poświęcili współoskarżonemu Andrzejowi Gadomskiemu. To on swoimi zeznaniami najbardziej bowiem obciążył posła i pozostałych. Był bowiem dyrektorem agencji turystycznej Terra Travel" w Skarżysku, za pośrednictwem której pieniądze od J&J miały trafiać do Grzegorka. Biuro wystawiało bowiem faktury dla J&J za zorganizowanie fikcyjnych szkoleń czy sympozjów dla lekarzy, a właścicielka i dyrektor agencji mieli przekazywać potem pieniądze Grzegorkowi. Wobec Gadomskiego wyrok jest już skazujący i choć wielokrotnie zmieniał on swoje zeznania, sąd w Skarżysku ocenił, że mówił prawdę wtedy, gdy posła pogrążał.
- Wydaje mi się nieprawdopodobne ze zeznania tego człowieka, który mnie szantażował, realizował groźby i obciążał mnie w programach telewizyjnych, traktowane są bardziej wiarygodnie niż to co ja mówię - mówił przed sądem Krzysztof Grzegorek i prosił o sprawiedliwe rozstrzygnięcie i oczyszczenie go ze wszystkich zarzutów.
Prokurator Tomasz Radecki wnioskował o utrzymanie skazującego wyroku w mocy i oddalenie wszystkich apelacji. - Zarzuty zawarte w apelacjach są jedynie polemiką z prawidłowymi ustaleniami sądu pierwszej instancji i są chybione - podkreślił.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce










Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.
Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.