Dwa dni z(OD)LOTU
W dniach 25 – 27 maja, odbył się w naszym mieście międzynarodowy zlot motocyklistów Road Runners Hard Core Party. Impreza została zorganizowana w naszym mieście już po raz kolejny. Tak więc przybyło mnóstwo stałych bywalców, nie mniej jednak spotkałam wiele osób, odwiedzających naszą imprezę po raz pierwszy (w sumie 1014 zarejestrowanych motocykli). Co by tradycji stało się zadość, najgorętszym centrum Skarżyska podczas trwania zlotu był rzecz jasna zalew Rejów, gdzie na ogrodzonym terenie została przygotowana mała gastronomia, ogródek piwny oraz pole namiotowe. Przez cały dzień goście mogli się bawić przy iście hardcore’owym graniu. W tym roku gościliśmy między innymi grupy Metal Invaders, Izotop, Highway oraz kultowe kapele Proletaryat, Złe Psy oraz Harlem które rozgrzały uczestników do czerwoności. Wyjątkowo charyzmatyczna publiczność przyczyniła się do niepowtarzalnego klimatu imprezy
Wśród publiczności dominowali głównie motocykliści, jednak nie zabrakło także mieszkańców Skarżyska. Wielu uczestników przybyło z odległych krańców polski, jak również zza granicy (m. in ze Stanów Zjednoczonych). Poprosiliśmy kilkoro uczestników, aby opowiedzieli nam o swoim zafascynowaniu światem motocykli. Oto historia Michała z Dąbrowy Górniczej:
„Centrum miasta, w którym staliśmy właśnie zalewała parada motocyklowych diabłów parkujących na placu pod pomnikiem. Z chwili na chwilę było coraz głośniej i coraz gęściej. W miarę tego coraz bardziej uginały mi się kolana i coraz szybciej biło serce. Jako dzieciak bałem się chodzić między nimi, że o dotknięciu jakiegoś sprzętu nie wspomnę. Zalali klimatem całą okolicę i mnie jako dziecko zmasakrowali wrażeniami. Skwar lał się z nieba, skórzane papy, przypalone opony i tykające z gorąca silniki. Rozkoszne spaliny i unoszące się w powietrzu „to coś”… Wyrok na mą małą postać zapadł. Cyknąłem sobie wtedy taką małą fotkę, którą mam do dzisiaj wtedy to już mi w oku zaświeciło i do dzisiaj świeci. Odwrotu nie było, odwrotu nie będzie. Latka leciały…u dziadka w garażu znalazłem Czesię (CZ 175) w stanie takim, że…nie opiszę. Po wielu bojach wreszcie z kolegą przepchaliśmy ją do mnie na podwórko i…ze strachem i podnieceniem dotykaliśmy ją z każdej strony. Przerażała nas masą i wielkością…a dziś jak na niej siądę to kolana niemal pod brodą mam i irytuję się, gdy skręcić nie mogę. Remontowało się ją ile wlezie, nie udawało się, czasem tylko dni dobroci były i wiozła mnie Czesia po pięknych okolicach by zaraz się zepsuć i zmusić do pchania jej przez kilometry do domu. Znów płakałem,…gdy przyszło pchać kilka godzin pod górkę. Takie czasy były. Ojciec miał też motorower, jego też się remontowało na każdym kroku i też mizeria z tego zwykle wychodziła. Szlify młodości i same lewe ręce dookoła. Czesia wiele mnie nauczyła, wiele nerwów poszarpała, ale była PIERWSZA Nauczycielka taka, lekcja pokory i szacunku. Pierwsze gleby, siniaki, jazda zimą na zasadzie „jak już ci się uda ruszyć to pojedziesz…” nie było wcale zimno…było gorąco. I tak się żywot wiodło, raz na wozie, raz pod wozem…czasem w błocie czasem w bigosie…latanie latami. Spokojnie i po wiejsku…tak pachniało beztroską i wolnością.”
Rozmowy przeprowadzone z uczestnikami zlotu ROAD RUNNERS goszczącymi w Skarżysku pokazują, że większość dzisiejszych motocyklistów tak właśnie zaczynała.
„Kolo” (jeden z najstarszych i najbardziej charyzmatycznych uczestników), z Czeladzi opowiedział nam o swej motohistorii, którą zapoczątkował w wieku 20stu lat, zaczynając od WSKi, Junaka, MZki, Motocykl był wówczas dla niego jedynie środkiem transportu, zdecydowanie tańszym niż samochód. Jednakże z biegiem czasu, zwykły jednoślad awansował na niezastąpione wręcz źródło adrenaliny, prawdziwą pasję.
Dzień, w którym obalono część stereotypów dotyczących kultury motocyklistów.
Pięknym i bardzo poruszającym gestem, była licytacja srebrnego i złotego znaczka Road Runners. Łączna suma zebrana podczas aukcji wynosiła 12.8oo zł plus kwota zebrana do szklanej urny, do której każdy mógł wrzucić pieniądze. Cały dochód z tej aukcji zostanie przeznaczony na pomoc dla chorej na białaczkę Paulinki Miernik. Nazwa hardcore okazała się tutaj mylna,(hard- ang. Twardy, core-łac. serce). Każde z tych twardych serc, nabrało kruchości w obliczu bardzo ciężkiej sytuacji dziewczynki.
Zebrana kwota przerosła najśmielsze oczekiwania organizatorów, wszystkim, którzy okazali jakąkolwiek pomoc Paulince SERDECZNIE DZIĘKUJEMY.
Lokalizacja zlotu przypadła wszystkim pytanym osobom do gustu. Nie sposób nie pokochać Rejowa, który okala piękny zielony las, a kilka metrów dalej piaszczysta plażą, molo, woda, nocą odbijająca refleksy światła, padającego z przybrzeżnych latarni. Jednakże niepokój Miśka, Utka (nie mylić z Udkiem ;) i Stówy z Niska budził brak strzeżonego parkingu, na którym mogliby bez obaw zostawić swoje motocykle, kaski i inne „łatwo ginące” elementy wyposażenia, tym bardziej, że widzem mógł stać się każdy, wejściówka-10zł.
Skarżysko oczami motocyklistów
Bycie motocyklistą, to nie tylko posiadanie lśniącego chromem jednośladu, to przede wszystkim sposób na życie, prawdziwa pasja, ekspresja samego siebie. Obszar na którym odbywał się zlot wyjątkowo przypadł do gustu motocyklistom. Klimat, panujący na Rejowie w czasie imprezy był absolutnie wyjątkowy. Przekraczając bramę wchodziliśmy w zupełnie inny świat, oparty na niemalże rodzinnej serdeczności i szacunku dla otaczających ludzi i ich własności, okraszony zapachem skóry i solidnie doprawiony słuszną dawką mocnego grania. Nawet najbardziej laicki laik mógł liczyć na profesjonalne wprowadzenie w świat motocyklistów i ich warczących drapieżnie miłości, zawsze konkretnie, wszechstronnie i bardzo miło (wielkie dzięki Skorpion). Dzięki tej otwartości chęci do dzielenia się swymi doświadczeniami z trasy i zlotów, mogłam rozwiać wszelkie wątpliwości i wyzbyć się obaw.
Pasja nie tylko przeznaczona dla mężczyzn
Po wejściu na teren zlotu, zniewalającą okazała się liczba i różnorodność motocykli, z dużą przewagą Chopperów i Drag’ów, rzecz jasna fani sportowych modeli również znajdą coś dla siebie. Na pytanie :„Chopper* czy ścigacz**?” Skorpion z Ozorkowa kwituje krótko: „To jak z kobietami, zależy kto co lubi (śmiech). A poważnie, Chopper jest najbardziej odpowiedni dla miłośników długich podróży krajoznawczych. Siedząc wygodnie w skórzanym siodle, chłoniemy piękno otaczającego krajobrazu całym sobą, ponad to prędkości rozwijane na tych motocyklach, są mniejsze aniżeli w przypadku modeli sportowych, tak więc tylko namiot, zapas prowiantu do kufra i w Polskę jedziemy drodzy panowie” Choć nie tylko panowie brali udział w zlotach. Coraz więcej dziewczyn wsiada na motocykl, Anka z Wadowic zaczęła jeździć pod wpływem swojego chłopaka, nigdy nie spotkała się z przejawami dyskryminacji z racji płci, eLKA przemierza na swoim Kawasaki Polskę, uświetniła też swoją obecnością zlot w Skarżysku, dzieląc się swoim doświadczeniem z mniej zorientowanymi osobami w temacie jednośladów.
Entuzjaści tzw. ścigaczy natomiast, preferują zawrotne prędkości na krótszą metę, słuszne dawki adrenaliny i Freestyle.
Każdy z mieszkańców Skarżyska mógł zobaczyć przed Domem Kultury niesamowity pokaz Freestylu
A propos Freestyle’u, przecież żaden Skarżyski zlot nie mógłby odbywać się bez parady gorących, ryczących maszyn, lśniących w żarze lejącym się z nieba, opanowujących nasze małe i ciche miasteczko, swą zmasowaną potęgą.
A jak na paradę przystało, nie zaniedbano nikogo, tak więc odbył się pokaz trików jazdy wolnej, w wykonaniu jednego z prekursorów tego sportu w Polsce-Krzysztofa Młynarczyka. Nie zabrakło efektownych ewolucji jak i wszelkich możliwych sposobów palenia gumy z jej pęknięciem wieńczącym tę część programu. Następnie grupa widzów mogła zobaczyć jak wygląda toczenie beczki oraz konkurencja polegająca na jak najwolniejszym dojechaniu do mety. Oczywiście zwycięzcy otrzymali bardzo atrakcyjne zestawy nagród takie jak wysokiej jakości kaski, koszulki oraz chusty.
Wspomnienia pozostaną ze mną na długo
To co dobre kończy się szybko, a to co najlepsze, przemija w mgnieniu oka. Jestem niezmiernie szczęśliwa że mieszkam w Skarżysku i mogłam poczuć na własnej skórze ducha miłości do życia pokonywanego na motocyklu, nie mając jeszcze niestety swego własnego moto. Niepowtarzalne osobowości, porywająca muzyka, chłód zalewu, bliskość, piękny gest, jakim była licytacja, mnóstwo namiotów rozstawionych jeden przy drugim, warkot silników i zapach smażonej kiełbasy, tak można po krótce opisać wspomnieniai ze zlotu. Motocykl jest czynnikiem który połączył tą liczącą ponad tysiąc osób grupę ludzi w jedną wielką Road Rodzinę, jednak gdyby nie zagnieżdżony w nich „bakcyl” bezustannie karzący dosiadać swego sprzętu i gnać przed siebie, nie gościlibyśmy w Skarżysku tak zacnego gremium.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku Road Runners zagoszczą u nas ponownie, silniki znów rozgorzeją, a każda droga prowadząca do Skarżyska to będzie istna HiGHWAY TO HEAVEN.
Opracowała : Magness










Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.
Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.