Nasz człowiek w łódzkiej "flimówce"
Sztuka nie jest domeną dużych miast. W takich jak Skarżysko również można znaleźć talenty w swojej dziedzinie. Jednym z nich jest Michał Siarek – fotograf młodego pokolenia.
TYGODNIK: Dostałeś się do łódzkiej Szkoły Filmowej. Gratuluję dużego sukcesu. Jaką wiążesz przyszłość z kierunkiem, który wybrałeś?
Michał Siarek:- Dziękuję. Dostałem się na wydział Operatorski i Realizacji Filmowej ze specjalnością „Fotografia” i jest to tak naprawdę baza wypadowa dalej. Docelowo, chciałbym się uczyć w Instytucie Fotografii Twórczej w Opavie, a fotografia sama w sobie nie jest dla mnie kierunkiem ostatecznym. Myślałem dodatkowo o orientalistyce bądź etnologii, bo chciałbym jednak pracować na wyjeździe. Jedno jest pewne, że już się od fotografii nie uwolnię. To nie tyle hobby, co chorobowe rozpoznanie uzależnienia, które mimo swojej oczywistej uciążliwości daje Ci ogromną satysfakcje i za nic, naprawdę za nic, nie zrezygnowałbyś z niego i nie pozwolił się wyleczyć.
Ten zawód jednak wiąże się ze sporym nakładem czasu, wyjazdów. Jak na to reagują przyjaciele?
- Jest duży problem pogodzenia tego z życiem towarzyskim i społecznym. Czasami dostajesz informację, że trzeba wyjechać, zrealizować jakiś temat nagle lub po prostu nadarza się okazja i znikasz na kilka dni, może tygodni. Nie ma nic dziwnego w tym, że w Kosowie zapowiada się proklamacja niepodległości i trzeba jechać - tam tworzy się historia. Trzeba starać się to zrozumieć, że to jest taki właśnie, nie inny tryb życia, a mnie on bardzo odpowiada, bo uwielbiam podróżować. Poza tym Ryszard Kapuściński potrafił wyjeżdżać na rok, dwa i jego bliscy dowiadywali się o tym, że żyje praktycznie tylko z depesz Polskiej Agencji Prasowej. Zatem jest to możliwe.
Jesteś młodym człowiekiem, nie boisz się, że taka decyzja może odbić się na Twoim życiu osobistym, rodzinnym?
Jesteś młodym człowiekiem, nie boisz się, że taka decyzja może odbić się na Twoim życiu osobistym, rodzinnym?
- Notorycznie były z tym problemy. Myślę, że udało mi się z tym uporać po paru scysjach, nagłych wyjazdach kiedy po prostu znikałem, bez zdania racji, rzucając wcześniejsze plany, ewentualnie tylko informując. Mam nadzieję, że to już nie będzie problemem. Ja nie mam jeszcze aż tak ekstremalnych wyjazdów, ale muszę się z tym liczyć, że czasami nie ma się możliwości powrotu. Poza tym, będąc w stałym związku czujesz się niekomfortowo z taką myślą i tak naprawdę to to jest najtrudniejsze.
Liczyłeś, ile miałeś takich sesji profesjonalnych w życiu?
Liczyłeś, ile miałeś takich sesji profesjonalnych w życiu?
- Mówisz o takich sesjach kreacyjnych, studyjnych? Ja tym się nie zajmuję. Miałem kilka, ale dla mnie to tylko zabawa. Żeby się umówić ze znajomymi i zrobić coś zabawnego. Np. kiedyś graliśmy w kombinezonach przeciwchemicznych w koszykówkę. Jednak tak jak wspomniałem, to tylko zabawa.
Czym w takim razie wolałbyś się zająć na poważnie?
- Jakoś tak wyszło, sam nie potrafię dokładnie tego sprecyzować, że skupiłem się na fotoreportażu, potem fotografii ulicznej a ostatecznie na dokumencie fotograficznym. Odpowiada mi zdecydowanie to subiektywne podejście do tematu, wymagające dużego zaangażowania, w tym emocjonalnego. Pracując kreacyjnie wszystko zależy od Twojej wyobraźni, ale pracujesz z modelami, którzy pewne sytuacje i emocje pozorują. W dokumencie natomiast obracasz się między ludźmi, oni z kolei mają swoją prywatność, którą musisz uszanować i zapracować na zaufanie, bo to życie, a nie sesja zdjęciowa i emocje są prawdziwe. Musisz czuć temat którego się podejmujesz i poznawać ludzi wokół siebie. Czeski fotograf Viktor Kolář dokumentował swoją rodzinną Ostravę, ja próbuje Skarżysko. Zaczepiam ludzi na ulicach, proszę o portrety, a najczęściej oprócz nich wynoszę szczątkową wiedzę o portretowanym.
Swoje projekty wiążesz na razie ze Skarżyskiem, ale czy myślisz o tym na stałe? Bo pęd Twojego pokolenia raczej zmierza ku innym, większym miastom. Młodzi ludzie stąd wyjeżdżają.
- Z jednej strony pociągają mnie duże miasta ze względu na możliwości, nie tyle zawodowe, co poznawcze. Jest wystawa na którą mogę iść, a jeśli mi się nie spodoba, to mam do wyboru jeszcze kilkanaście innych. Niemniej, kwestia oferty kulturalnej to tylko przykrywka. Ja lubię wielkomiejski zgiełk, bo w nim zawsze tkwi ciekawa historia. Chciałbym być blisko takich sytuacji. Nie ukrywam jednak, że odkąd staram się świadomie odkrywać okolicę, to coś mnie tu trzyma. Nie potrafiłbym się tak po prostu odciąć. Kiedyś przeglądając zdjęcia na jednym z serwisów internetowych trafiłem na zdjęcie budki telefonicznej znajdującej się na wysokości dworca. Napisałem do autora, że bardzo mi miło, że nas odwiedził. W odpowiedzi przeczytałem, że nie dziwi mi się, że się zająłem dokumentem, bo mam co dokumentować.
Czy dostałeś jakąś propozycję, by poprowadzić warsztaty, spotkać się, opowiedzieć od którejś ze skarżyskich instytucji?
- Poza Skarżyskiem tak, tutaj jeszcze nie. Planujemy ze znajomymi nad morzem zorganizować warsztaty i pokazać czym jest dobre zdjęcie. Że nie jest to związane z kwotą na jaką opiewał rachunek za aparat, a z tym co czuł i myślał fotograf, bez względu na to jaki ma staż.
Fotografia stała się swego czasu modą. Czy przetrzebiło to szeregi fotografów, czy wręcz przeciwnie, stworzyło ich nowe pokolenie?
- Z jednej strony pojawienie się łatwo dostępnego sprzętu cyfrowego zabiło czarną magię, którą była fotografia. Idąc do fotografa, szedłeś do magika a nie rzemieślnika, a on wyczarowywał twoje zdjęcie do legitymacji. Teraz pojawiła się taka moda, by zostać fotoreporterem, współpracować z gazetą, machać legitymacja prasową i wchodzić za barierki na koncertach. Ale nie ma w tym niczego głębszego, tak jak mówisz – to tylko moda. Nie tyle zmniejszyła się czy zwiększyła liczba zdolnych osób, tylko trudniej je wychwycić. Ludzie nie myślą o fotografii jako o czymś nadzwyczajnym za sprawą dostępności środków i łatwości pozyskiwania obrazu. Za tym idzie też brak szacunku do pracy fotografa. To zabawne, ale dla zdecydowanej większości fotografia to nic wielkiego, bo przecież każdy może zrobić zdjęcie chociażby Iphonem, prawda? A to nie takie proste. Z drugiej strony gdyby nie to, że sprzęt jest łatwiej dostępny, to wielu zdolnych nigdy by się nie wybiło, bo fotografia tradycyjna jest nieporównywalnie droższa, ale i bardziej wymagająca już na starcie. Sam wolę tradycyjną, bo daje dużo większe możliwości.
Przed kilkoma laty miałeś taką sytuację, że ludzie zarzucili Ci, że nie mogą korzystać z Twoich fotografii bez Twojej zgody, gdy robiłeś zdjęcia na jednym z koncertów.
- W momencie kiedy internet jest ogólnodostępny, powszechnie wydaje się, że wszystkie udostępnione obrazy są własnością publiczną. Większość nie zdaje sobie sprawy z tego, czym są prawa autorskie i czym grozi nie respektowanie ich. Wielu wydaje się też, błędnie, że jak wchodzisz na koncert i robisz zdjęcia, to automatycznie musisz je udostępnić. Często nawet zespoły albo organizatorzy stawiają taki warunek: Jeśli robisz nam zdjęcia, to musisz je przekazać. Nic z tego. Jeśli oni zarabiają, to my, reporterzy, też chcemy, tym bardziej, że gwiazda bez zdjęć się nie obędzie, a my bez gwiazdy i owszem. To brutalne, ale mi nikt sprzętu nie kupi, dlatego tylko, że go potrzebuję.
Jakieś wolne słowo, rada dla czytelników i pasjonatów fotografii?
- Fotografii nie da się nauczyć z książek ani pytań, bo nie na tym fotografia polega. To pewien punkt widzenia, który można podpatrywać u innych, ale i tak trzeba obrać własny, żeby nauczyć się dostrzegać takie drobne niuanse jak cień na ścianie albo czyjś przelotny uśmiech - i dać się temu porwać. Dalej już idzie z górki, bo chodzi tylko o to, żeby widzieć. Dopiero później naciskasz spust.
Dziękuję za rozmowę
Michał Siarek - Ma 19 lat, jest
absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego im. Juliusza Słowackiego w
Skarżysku. Od najbliższego roku akademickiego rozpocznie studia na
wydziale Operatorskim i Realizacji Filmowej ze specjalnością
„Fotografia” w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i
Teatralnej w Łodzi. Jednocześnie będzie jednym z czterech skarżyszczan,
którzy uczą się na tej prestiżowej uczelni. Fotografią zajmuje się od 3
lat, a jego największym osiągnięciem było wystawienie cyklu swoich prac w
ramach Digart Photo Street podczas Miesiąca Fotografii w Krakowie w
zeszłym roku. Wiktor Brzeziński (Foto: M. Siarek, archiwum skarzysko24.pl)
Tytuł oryginalny: Fotografia - choroba, od której nie można się uwolnić

Serdeczne gratulacje dla Siarka od całej Redakcji Portalu
skarzysko24.pl - mamy nadzieję, że będziesz pamiętał o korzeniach ;). Powodzenia w realizowaniu planów i marzeń w Łodzi!
Konrad Wikarjusz
RN skarzysko24.pl
RN skarzysko24.pl










Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.
Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.