Sukces ucznia I LO im. J. Słowackiego, Michała Paska
Wśród 10 laureatów finału ogólnopolskiego tylko Michał reprezentował województwo świętokrzyskie w Krakowie 3 czerwca. W trakcie zmagań finałowych musiał przedstawić przed komisją centralną koncepcję swojej pracy, omówić wykorzystane źródła, zaprezentować zastosowane metody badacze. Tematem jego pracy były: LOSY RODZINY „ZATORA” - ŻOŁNIERZA ARMII KRAJOWEJ.
Już na początku prezentacji Michał zaskoczył komisję grając na harmonijce ustnej ulubioną piosenkę Zatora, który zginął rozstrzelany w 1944 roku przez hitlerowców w zbiorowej egzekucji nieopodal kościoła NSJ.
Uroczyste podsumowanie miało miejsce w siedzibie Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. Gratulujemy Michałowi!!! Sam Michał skromnie powiedział: była to okazja do sprawdzenia się, promocji szkoły i naszego miasta, a przede wszystkim zadośćuczynienie za lata przekłamań i konieczność milczenia o bohaterskich czynach oraz zwyczajnym, trudnym, nierzadko tragicznym życiu żołnierzy AK oraz ich rodzin.
Fragment pracy Michała:
Wtedy, w grudniu 1943 lub styczniu 1944 roku, „Zator” wpadł prosto w ręce gestapo. Wiedział, że tylko cud może mu uratować życie i postanowił o nie walczyć. Legenda rodzinna mówi, że Niemców było dwóch. Tak opowiadała ją mojej babci Ani, jej babcia Emilia:
- Gdy jeden z nich odwrócił się i pochylił nad walizką, Zbyszek pchnął go, a sam uciekał łąkami w stronę krzaków i lasu. Niemcy strzelali. Ranny, z przestrzeloną ręką, ukrył się w jakichś chaszczach... Tam w nocy odnalazła go pewna kobieta: - Widziałam, jak pan uciekał i jak do pana strzelali. Myślałam, że pan nie żyje, była straszna strzelanina. Wcześniej nie mogłam przyjść, bo mógłby ktoś zobaczyć. Ja się nie boję … i tak niedługo umrę, bo jestem chora na gruźlicę. Ukryję pana i zawiadomię kogo trzeba.
Pradziadka leczono w Warszawie, a rękę składał mu chirurg, który nazywał się Otkowski. Babcia zapamiętała zdjęcie rentgenowskie tej ręki, jeszcze długo po wojnie leżało w szufladzie. Pamiątką i dowodem tamtych dramatycznych wydarzeń jest zdjęcie, przedstawiające moją babcię – trzyletnią wówczas dziewczynkę. Na odwrocie jej mama, a moja prababcia Michalina, napisała: „Tatusiu, nie zapomnij, Haneczka i Wiesio tęsknią za Tobą”. Jest również data: 22 luty 1944 r.
- Mój mały braciszek Wiesio urodził się 1 listopada 1944 r. - opowiada babcia Ania. - W owe straszne dni, gdy nasz dom nachodzili Niemcy, miał pewnie dwa, najwyżej trzy miesiące. Pamiętam, jak wieczorem jeden z Niemców siedział w pokoju przy stole i rozmawiał z mamą, która z Wiesiem leżała na łóżku. Ja byłam z Babcią w kuchni, widziałam gestapowca przez otwarte do pokoju drzwi. W kuchni, ze mną i babcią było ich jeszcze dwóch. Jeden z nich często ze mną rozmawiał, wypytując o ojca. Liczył pewnie, że od dziecka uda mu się coś wyciągnąć. Zapamiętałam okoliczności tej rozmowy, pochylonego nade mną Niemca, stojące obok kaflowego pieca kuchennego wiadro z drewnem, na którym siedziałam i trwożnie spoglądającą na mnie babcię...
Dziecko czasów wojny jest mądre, nie chce niemieckich cukierków, nie ufa przewrotnym uśmiechom i podstępnym pytaniom.
i jeszcze jeden:
Powojenne 5 lat to była trudna walka o przetrwanie. Matka i żona „Zatora” nie miały żadnych stałych środków utrzymania. Starania prababci Michaliny o rentę „przysługującą osobom pozostałym po uczestnikach ruchu podziemnego i partyzanckiego, poległych w walce o wyzwolenie Polski spod najazdu hitlerowskiego (ustawa z dnia 23.VII.1945) ostatecznie zakończyły się niepowodzeniem. Co prawda pierwsza decyzja była pozytywna, ale szybko ją cofnięto, a w uzasadnieniu odmowy pouczono: „Zbigniew Zatorski nie walczył o Polskę Ludową”.











Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.
Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.