Wspomnienie: Mieczysław Kita
Mieczysław Kita urodził się w 1920 r. w Psarach-Podłazach niedaleko Kielc. Po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczął pracę zarobkową. Od 1940 r. działał w konspiracyjnej organizacji Związek Walki Zbrojnej (później AK). W październiku 1941 r. został aresztowany za działalność w ruchu oporu. Z więzienia w Kielcach trafił do obozu w KL Auschwitz, gdzie był więziony do października 1944 r. (w kwietniu 1943 r. na miesiąc został wywieziony do Neuengamme). Przetransportowany do Gross-Rosen, przebywał tam do lutego 1945 r. Następnie pracował w podobozie Hersbruck należącym do KL Flossenbürg oraz- przez kilka dni - Dachau, gdzie wreszcie 29 kwietnia 1945 roku doczekał wyzwolenia przez armię amerykańską. Po wojnie pracował w Zakładach Metalowych Mesko
Pana Mieczysława poznałam w dzieciństwie. Często przychodził do moich rodziców, był naszym najbliższym sąsiadem. Chętnie opowiadał o swoim życiu, także o tych najtragiczniejszych latach, kiedy najpierw narażał swoje życie walcząc w konspiracji, a potem, po aresztowaniu o czasie pobytu w obozach, „skąd wyjście na wolność wiodło tylko przez komin krematorium”, kiedy pozbawiony człowieczeństwa był tylko numerem. Widok tego numeru utkwił mi szczególnie w pamięci – wytatuowany na całe życie trochę „koślawo” numer 23008, który do końca życia przypominał …
Opowiadał o okrucieństwie nazistów, którzy w nieludzki sposób traktowali więźniów i w bestialski sposób pozbawiali ich życia. Słyszałam wiele razy różne opowieści o tym, jak ciężko musiał pracować, ile razy musiał użyć sprytu i odwagi, a czasem ile szczęścia miał kiedy zdobywał pożywienie lub udawało mu się uniknąć śmierci albo uratować życie kolegom.
Pana Mieczysława poznałam w dzieciństwie. Często przychodził do moich rodziców, był naszym najbliższym sąsiadem. Chętnie opowiadał o swoim życiu, także o tych najtragiczniejszych latach, kiedy najpierw narażał swoje życie walcząc w konspiracji, a potem, po aresztowaniu o czasie pobytu w obozach, „skąd wyjście na wolność wiodło tylko przez komin krematorium”, kiedy pozbawiony człowieczeństwa był tylko numerem. Widok tego numeru utkwił mi szczególnie w pamięci – wytatuowany na całe życie trochę „koślawo” numer 23008, który do końca życia przypominał …
Opowiadał o okrucieństwie nazistów, którzy w nieludzki sposób traktowali więźniów i w bestialski sposób pozbawiali ich życia. Słyszałam wiele razy różne opowieści o tym, jak ciężko musiał pracować, ile razy musiał użyć sprytu i odwagi, a czasem ile szczęścia miał kiedy zdobywał pożywienie lub udawało mu się uniknąć śmierci albo uratować życie kolegom.
Swoje niewiarygodne lecz prawdziwe przeżycia z tych okrutnych lat Pan Mieczysław opisał po 67 latach w pamiętniku zatytułowanym „Ja tam byłem” (wydanym przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau w 2009 r.). To niezwykle cenne, choć tragiczne wspomnienia, bardzo ważne, że spisane. Dla potomnych, aby nie zapomnieć …
Na mszę żałobną ze sztandarem Związku Inwalidów Wojennych przybyła młodzież. Choć to tylko kilka osób, ale oni pewnie pamiętają, bo Pan Mieczysław często w wielu szkołach naszego miasta opowiadał o swoich obozowych przeżyciach. Dla uczniów były to żywe lekcje historii. Oby jak najdłużej je zapamiętali.
W imieniu Rodziny, w bardzo wzruszających słowach Zmarłego pożegnała wnuczka. A mnie znowu, jak kiedyś ten numer 23008, w pamięci zapadło życzenie Pana Mieczysława - żeby jego ciało w solidarności z kolegami, którzy nie przeżyli obozu, zostało skremowane.
Panie Mieczysławie – nie zapomnimy …

Magdalena Grzmil

{fcomments}








Uwaga: Publikując komentarz, wyrażasz zgodę na Regulamin Serwisu i akceptujesz zasady przetwarzania danych osobowych opisane w Polityce Prywatności.
Nick, treść komentarza i Twój adres IP są przetwarzane zgodnie z RODO w celu moderacji i bezpieczeństwa Serwisu.